Poszukiwania zaginionego chłopca, czyli czytanie ze zrozumieniem

Mapka pokazująca skalę poszukiwań 4 letniego chłopca, który 18 września 2014 zaginął w Książańskim Parku Krajobrazowym.

Mapka pokazująca skalę poszukiwań 4 letniego chłopca, który 18 września 2014 zaginął w Książańskim Parku Krajobrazowym.

TVN podała, a lokalne portale z entuzjazmem podchwyciły wiadomość o zaginięciu, a potem szczęśliwym uratowaniu 4-letniego chłopca, który zabłądził w Książańskim Parku Krajobrazowym. (http://walbrzych.naszemiasto.pl/artykul/walbrzych-4-letni-wojtek-odnaleziony-zdjecia,2424087,artgal,t,id,tm.html#4f73d29c0e6061fc,1,3,5) Histeria, radość, szał, łzy szczęścia. Czytając to jednak zastanawiam się, czy naprawdę jest się z czego cieszyć i czym chwalić?

Kiedy czytam, że 300 ratowników, patrol na quadzie i śmigłowiec przez 15 godzin szukało jednego malca, który spał tuż przy ścieżce, oddalony od poszukujących o niecałe dwa kilometry kwestia nieodnalezienia przez 4 lata Iwony z Gdańska przestaje być dla mnie czymś zaskakującym.

Opierając się na doniesieniach medialnych dowiaduję się, że w akcji poszukiwawczej brało udział 300 osób – policjantów, strażaków, ratowników GOPR, patrol na quadzie oraz policyjny śmigłowiec wyposażony w kamere termowizyjną. Przez 15 godzin ci wszyscy ludzie poszukiwali zaginionego w lesie, 4-letniego chłopca. Nie to, żebym się czepiał… fajnie, młody się w końcu znalazł. Tyle, że bardziej sam się znalazł niż go znaleziono. Z tego co zrozumiałem to był już w miasteczku poza lasem, kiedy napotkał policjanta, a policjant napotkał chłopca. Wpadli na siebie, bo młody ratował się sam, w myśl zasady „jeśli masz na kogoś liczyć, licz na siebie”. Całą noc przesiedział przy ścieżce w lesie, jak raczyła powiedzieć w wywiadzie pani rzecznik policji „w bezpiecznym miejscu”. Pewnie kiedy obudził się rano pomyślał „doooobra – czas do domu”. Jest szansa, że już 15 minut później przygarnąłby go jakiś przechodzień albo ochrona w leżących nieopodal zakładach Termet.

Wiem, trywializuje. Tyle, że ktoś zapłaci za angażowanie do poszukiwań tak ogromnych sił i środków. GOPR, Straż, policja, śmigłowiec, pogotowie… proszę mnie poprawić, jeśli się mylę – ale fajnie byłoby, gdyby te poszukiwania były skuteczne. Z natury jestem upierdliwcem i jak czegoś nie rozumiem, to się pytam. Więc się pytam:

300 policjantów, ratowników itp to bardzo duża grupa ludzi, która robi w lesie sporo hałasu i zamieszania – szczególnie w nocy. Chodzą, krzyczą, wołają – łamią gałęzie, świecą latarkami… jak to możliwe, że koło wystraszonego dziecka zagubionego przeszło 300 osób co najmniej 7 razy i nie tylko nie zauważyli go śpiącego, ale nie obudzili go jeśli spał? Nie klei mi się to nijak. Dlaczego akurat siedem razy? Już wyjaśniam:

Te slawne 300 osób, którymi tak bardzo chwali się policja to na tym terenie tyraliera co 10 metrów (patrz: grafika). Przejście tego obszaru w nocy, po krzakach – to powiedzmy 2 godziny. Skoro akcja trwała 15 godzin i zakładamy, że wszyscy przykładali się do tego po bożemu, to zadany teren można było przejść 7 razy wte i wewte. Nie wspomnę o patrolu na quadzie, który wszystkie ścieżki mógł spacerowym tempem przejechać 50 razy. I co?

No i też nic, niestety.

Grupa z psami. Wiadomo było gdzie młody do lasu wszedł, wiadomo, gdzie mniej więcej rozdzielił z bratem. Niestety, psom przez 15 godzin też się nie poszczęściło.

Nad lasem latał śmigłowiec z kamerą termowizyjną… latał, latał… i nic nie wylatał. Znaczy kamera nie działa na dzieci?? Widziałem obszar, który patrolował – był idealnie vis a vis moich okien – z 10 piętra miałem doskonały widok. Z relacji pani rzecznik policji dowiedziałem się, gdzie mniej więcej chłopak spędził noc. Śmigłowiec nad śpiącym, a potem maszerującym już dzieckiem musiał przelecieć co najmniej kilkadziesiąt razy.. i co? Kamera do dupy czy patrol tylko tak na pokaz był? Przecież dzieciak nie ukrywał się w jamie, jamce, jaskini, tylko wystraszony spał, siedział czy szedł w miarę ubitym duktem do Świebodzic… Więc??

Podsumowując. 300 osób, na 4 km kwadratowych przez 15 godzin bezskutecznie szuka NIEUKRYWAJĄCEGO się, pragnącego się odnaleźć dzieciaka. Nie wiem jak to jest rozliczane, ale pewnie nie wszyscy wtedy byli na służbie. Tym, którzy nie byli trzeba chyba będzie zapłacić… GOPR-owi chyba też. O śmigłowcu nie wspomnę. A kto za to płaci? Ano pan, pani, społeczeństwo.

Wszystko to bardziej wygląda mi na amatorską i prowadzoną w histerycznym nieładzie akcję niż zorganizowaną współpracę setek osób i różnych, wyspecjalizowanych (teoretycznie) służb. Ale ja się nie znam, czytam sobie tylko to, co piszą w prasie i głośno myślę. Bo ILU LUDZI TRZEBA, ŻEBY TAKIE POSZUKIWANIA PRZEPROWADZIĆ SKUTECZNIE W MNIEJ NIŻ 15 GODZIN? W czasie, który dałby młodemu szansę na przeżycie, gdyby temperatura w nocy spadła nie do 7 stopni, a poniżej zera? Więcej niż tysiąc? Dwa, trzy tysiące? A gdyby chłopak uciekł z domu i rozmyślnie się ukrywał?? Gdyby, gdyby, gdyby… Nie brnę w te pytania bo przerażenie i zgroza mnie ogarnia.

Podsumowując – bardzo dobrze, że chłopaka szukano. Dobrze, że reakcja była szybka i zdecydowana. Służby od tego są i nie powinno podlegać to dyskusji. Tyle, że wychodzi mi na to, że albo skuteczność poszukiwań była mizerniutka, albo organizacja i koordynacja działań do dupy. Ale ja się nie znam.

I czym tu śię chwalić i cieszyć, ja się pytam?? Chyba tylko tym, że w nocy nie było przymrozków, bo młody raczej by nie przeżył… Zamarzłby na śmierć pod bokiem trzystu ratowników. Z jednej strony cieszę się, że dzieciak się odnalazł, z drugiej jakby co, to aż się boję pomyśleć…

————————————-

UPDATE sobota, 20.09.2014, godz. 23.28

Po burzliwej dyskusji na facebooku obraz akcji ratunkowej został narysowany przez biorącą bezpośrednio udział w akcji poszukiwawczej Kasię Jakubowską w nieco odmienny sposób, inny niż ten, który podały media i który ja następnie skonetowałem.

Wg Kasi:

  1. 300 ratowników to przybliżona, końcowa liczba osób zebranych przy lesie na Podzamczu. Teoretycznie świetny PR dla policji i tzw „służb ratowniczych”. W nocy chłopca szukało jednak o wiele mniej osób. Można śmiało przyjąć, że kilkudziesiąt, co dramatycznie zmienia obraz gęstości „tyraliery” ratowniczej. No ale prasa to prasa – lepiej napisać że kilkaset – musi być BUM!
  2. Pani rzecznik policji, a za nią media podały błędną informację o miejscu i okolicznościach odnalezienia chłopca. Malec nie maszerował do Świebodzic, tylko spał na gołej ziemi pomiędzy ścieżką a Pełcznicą. http://www.psyratownicze.pl/?18-wrzesnia-2014r.-walbrzych-poszukiwania-zaginionych-dzieci%2C691 To również zmienia obraz porannych zdarzeń, czy samego rezultatu poszukiwań. Moja teza o samoodnalezieniu się chłopca w obliczu takich faktów traci rację bytu. Rzetelność mediów w tym przypadku ograniczyła się jak widać do przysłowia „czego głuchy nie dosłyszy, to zmyśli”. Pogrąża to jednak jeszcze bardziej ratowników – dziecko śpiące przy szerokiej, łatwej do patrolowania ścieżce spacerowej odnaleziono dopiero po 15 godzinach? Znaczy co? Najpierw zamiast dokładnie przeszukać okolice tychże ścieżek od razu wszyscy poleźli w krzaki i wysokie trawy?? hmmm..
  3. Jak widać mocno przesadzonym jest też stwierdzenie, że dziecko spało w bezpiecznym miejscu – wg ratowników z OSP malec spał na gołej ziemi między duktem a rzeką. Nie wiem, czy w zimną noc (temp. spadła do ok 7 stopni, a przy gruncie nad rzeką musiało być jeszcze zimniej) to bezpieczne miejsce… chyba, że w porównaniu z granią tuż nad nad trzystu metrową przepaścią.
  4. Dla mnie niewyjaśnioną wciąż pozostaje kwestia latającego przez wiele godzin śmigłowca uzbrojonego w kamerę termowizyjną, bezskutecznie poszukującego śpiącego chłopca. Może ktoś się na tym zna? Wie dlaczego kamera nie wykryła dziecka śpiącego na gołej, zimnej ziemi, bez zadaszenia ani schronienia? Argument o dużej ilości zwierzyny mogącej zmylać operatora kamery odrzucam – od początku wiadomo było, że dziecko zaginęło w lesie. Wiadomo, że jeśli jest las, są też zwierzęta.

Wszystkie moje wcześniejsze domysły i spekulacje oparłem na faktach i informacjach, jakie wyczytałem i usłyszałem w mediach lokalnych oraz ogólnopolskich. Podparłem się także wypowiedzią pani rzecznik policji, jakiej udzieliła dla TVN-u. Na ich podstawie opisałem rodzące się we mnie wątpliwości dotyczące skuteczności oraz jakości poszukiwań. Nie muszę się na tym znać, za to mogę wyrażać swoje myśli i wątpliwości. Takie jest moje zasmarkane prawo. Te wątpliwości Kasia w pewien sposób rozwiała, chociaż nie mogę powiedzieć, żeby przekonała mnie do końca. Jeśli ktokolwiek poczuł się urażony – pretensje proszę kierować do nierzetelnych źródeł nieprawdziwych czy też nieprecyzyjnych wiadomości.  Ponieważ dyskusja toczyła się na publicznym kanale, publikuję fragment o przekłamaniu informacji przez panią rzecznik policji:

Zrzut ekranu 2014-09-20 o 23.52.07

2859 wszystkich odwiedzin 2 odwiedziny dziś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *