Eckersdorf


Zobacz pełną galerię.

Do czworaków przywykli jak do pięknych domów
Ci, co przyszli na wasze, jeszcze ciepłe miejsca…
Pijąc kłócą się, kłócąc – nie ufają nikomu
W nocy gardła pełne piekącego szczęścia…
Narzekać, nienawidzieć, kląć na ekonomów…"

Jest dużą, łańcuchową wsią, ciągnącą się około trzech kilometrów wzdłuż Bożkowskiego Potoku. Niegdyś perła ogromnych posiadłości rodziny von Magnis.
Majątek Eckersdorf stanowił ich własność już od XVIII wieku i został zdobyty dzięki koligacjom rodzinnym. Johann Georg von Magnis, właściciel dóbr na Morawach, dostał go wraz z ręką Marii Franciszki von Goetzen. To był korzystny mariaż. Magnisowie umieli zarabiać pieniądze. Wydawać też.

Zarabiali na rolnictwie. To oni założyli w 1797 roku nowoczesną owczarnię liczącą dziesięć tysięcy sztuk zwierząt (z sukcesem krzyżowali rasy węgierskie, hiszpańskie i tyrolskie), pierwsi na Dolnym Śląsku zaczęli uprawiać rzepak, zbudowali olejarnię i cukrownię. No i wystawili imponujący pałac. Do dzisiaj robi wrażenie.

Został wybudowany w 1877, po spaleniu poprzedniej rezydencji. Otaczał go piękny park z pływalnią. Nie zabrakło oranżerii, bażanciarni i stawu, do którego przed wizytą królowej Prus Luizy wpuszczono złote rybki. W środku też było wszystko na wysoki połysk: meble z Wenecji, galeria rodowych portretów, miedzioryty, cenna broń. Ale żeby od razu chować tu muzealne skarby? Bez przesady. Już prędzej najnowszy siewnik albo młockarnię. Ostatecznie na ścianie magazynu zbożowego (sic!) umieszczono cytat z Cycerona, sławiący rolnictwo, z którym nic równać się nie może. A jednak okazało się inaczej.

Dalej to historia jak z powieści sensacyjnej, ale pozbawionej ostatniego rozdziału. Na razie składa się z samych zagadek. Zaczyna się w połowie lat 40., kiedy to Gunther Grundmann, konserwator zabytków Prowincji Dolnośląskiej, rozpoczął akcję zabezpieczania cennych dzieł sztuki przed wojennymi zniszczeniami. Lista zrobionych przez niego skrytek jest obowiązkową lekturą poszukiwaczy skarbów.

W piwnicach pałaców, klasztornych lochach, położonych na uboczu plebaniach i sztolniach Günter Grundman umieścił prawdziwe skarby: obrazy, rzeźby, numizmaty, rękopisy, starodruki, wyroby rzemiosła artystycznego, a nawet sarkofagi Piastów Śląskich. Piękne, piecowe kafle też trafiły do skrytek.

Grundmann ukrywał nie tylko kolekcje muzealne i archiwa, ale także zabytkowe wyposażenie kościołów i zbiory prywatne, dzieła śląskie, kolekcje zagrabione przez hitlerowców w Polsce oraz najcenniejsze depozyty ze zbiorów berlińskich. Wydawało się, że na Dolnym Śląsku będą najbezpieczniejsze. Wojna długo tu nie docierała. Stolica regionu dopiero w sierpniu 1944 roku została ogłoszona twierdzą, a pierwsze sowieckie samoloty pojawiły się nad Festung Breslau dwa miesiące później.

Wiemy, że Grundmann przygotował co najmniej osiemdziesiąt tajnych skrytek, z których tylko cztery znalazły się po wojnie na terytorium Niemiec. Ich zaszyfrowany spis odnaleziono latem 1945 roku w prowizorycznej kancelarii konserwatora. Na liście Grundmanna figurował Eckersdorf, dziś Bożków koło Nowej Rudy…

3649 wszystkich odwiedzin 2 odwiedziny dziś

2 Comments

  1. Odpowiedz
    marta 4 listopada 2009

    żal ściska serce, że pałac w Bożkowie doprowadzamy do coraz większej ruiny…tak to jest, jak się zabytki klasy 0-wej oddaje w prywatne i niezaufane ręce, które póżniej sprzedaja je za większą sumę innym, jak to w przypadku tego pałacu…nie moge uwiarzyć w ludzka głupotę. A ten pałac jest naprawde imponujący, przepiękny, zapierający dech w piersiach i spokojnie gdyby o niego zadbano możnaby zestawić go z zamkiem Neuschweinstein. I choć pałac w Bożkowie jest znacznie mniejszy od tego położonego w Bwarii, to nie mniej bajeczny. SZKODA, ŻAL…Mam nadzieję,że jednak to sie odmieni i ktoś zaopiekuje się tym skarbem narodowym i dumą Dolnego Śląska. Kieruje wręcz prośbę, do tych, którzy mogą to uczynić.

  2. Odpowiedz
    Paweł 9 maja 2010

    Obejrzałem pałac kilka dni temu, byłem przejazdem, niedaleko. Cóż tu dużo pisać. Pałac przepiękny i aż żal patrzeć jak niszczeje. W naszym kraju nie potrafimy dbać o nasze dziedzictwo kulturowe. Najlepiej sprzedać i umywać ręce. A nowy właściciel niech się martwi. Widać jak się prywatni właściciele przejmują.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *