Cudze chwalicie, swego nie znacie…

Ta niezbyt odkrywcza, choć nieco przygnębiajaca refleksja, spłynęła na mnie kiedy dziś rano przeglądałem fotoblog, prowadzony przez jednego ze znajomych ( http://innewidoki.blox.pl/html ). Blog specyficzny, bo w odróżnieniu od setek czy tysięcy podobnych do siebie internetowych pamiętników, pozostawiający czytelnikowi swobodę w interpretacji pokazywanych tam fotografii, otwierający furtkę prowadzącą do gigantycznego pastwiska wyobraźni.

Oglądałem fotki z krajów arabskich, Londynu, Rumunii, Czech… i żadne z tych miejsc nie było mi obce. Do każdej potrafiłem dopowiedzieć historię, zerknąć poza kadr, imaginować sobie cały anturage towarzyszący fotografującemu… Potrafiłem odnaleźć samego siebie na prawie każdej z tych fotografii… na każdej poza Gdańskiem.

W Wolnym Mieście byłem raz, lata temu, zostawiłem tam jeden dzień najpiękniejszych wakacji mojego życia. Czas zatarł w pamięci tych kilka godzin spędzonych na ulicy Mariackiej… i dziś fotografie Gdańska, stoczni, miasta, są mi tak samo obce jak fotografie kalifornijskich plaż czy wenezuelskiej dżungli.

1534 wszystkich odwiedzin 2 odwiedziny dziś

One Comment

  1. Odpowiedz
    innewidoki 24 października 2007

    ha! coś w tym jest! wiesz, że ja nigdy!!!! nie byłem w Bieszczadach?
    z kolei inną mam refleksję dotyczącą Gdańska. przed laty przyjeżdżałem tam kilka razy jako turysta. znałem ul. Długą i Długi Targ oraz pobrzeże Motławy. jednym słowem (albo dwoma) atrakcje turystyczne. ale kiedy się tam osiedliłem, powoli zacząłem poznawać dzielnice biedy i zapomnienia – Stogi, Orunię, Dolne Miasto. klimaty zupełnie nieturystyczne i biada turystom, jeśli się tam zapuszczą! turysta, albo przybysz przejezdny nic nie wiedzą tak naprawdę i nic nie widzą. łykamy tylko fragmenty, skrawki, naszą interpretację odwiedzanego świata. ale i tak warto 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *