Posts in Category: Lifestyle

Zimowo-negatywowy świat w Książu






Swieta i Dasza – trzeci sezon

To już trzeci sezon moje fotografie dwóch przesympatycznych dziewczyn z Grodna pojawiają się na materiałach promocyjnych Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. Angelusa Silesiusa. To chyba najdłużej wykorzystywana seria fotografii w całym moim dorobku. I dobrze, bo i okoliczności w jakich powstały, i główne bohaterki zdjęć – zostawiły mnóstwo przesympatycznych i pozytywnych wspomnień 🙂

Swieta i Dasza – to dwie studentki z Białorusi (Grodno) które w roku akademickim 2010/2011 przyjechały do Wałbrzycha w ramach wymiany studenckiej programu Erasmus.


Gosia i Paweł – gorąca sesja narzeczeńska








Nowy, 2013 rok po narodzinach Chrystusa

No i co tu pisać? Stary rok się skończył. Nowy zaczął. Wszyscy w koło wszystko podsumowują – sportowcy sportowców, politycy – podobnych sobie idiotów. Ja nie będę. Było – minęło. Mogło być lepiej, ale mogło być też dużo gorzej. Podobno 2013 ma być przełomowy. Sranie w banie – 21 grudnia też miał być na 99% koniec świata i nic. Życzeń nikomu nie składam, bo tym, których kocham i lubię, niezmiennie i niezależnie od okoliczności życzę wszystkiego dobrego, tym, którzy mi zaleźli za skórę życzę… no – każdy z nich wie, czego mu życzę, a cała reszta świata niech sobie żyje po swojemu.


Jak to UE stróża nocnego zatrudniła

Znalezione na fejsbuku:

Zdarzyło się pewnego razu, że Unia Europejska posiadła złomowisko w samym środku pustyni. Unia orzekła, że ktoś może dokonać kradzieży ze złomowiska, zatem stworzyła stanowisko nocnego stróża i zatrudniła do tej pracy człowieka. Następnie Unia powiedziała:
– Jak stróż nocny może wykonywać swoją pracę, kiedy nie dostał instrukcji?
Stworzyła zatem Unia Dział Planowania i zatrudniła dwoje ludzi – jednego do pisania instrukcji, drugiego do odmierzania czasu pracy. Następnie Unia Europejska rzekła:
– Skąd mogę wiedzieć, czy nocny stróż wykonuję swą pracę prawidłowo?
Zatem Unia stworzyła dział Kontroli Pracy i zatrudniła dwoje ludzi, jednego do zbadania problemu, a drugiego do pisania raportów. Następnie Unia powiedziała:
– W jakiś sposób należy tym wszystkim ludziom płacić.
Unia stworzyła więc stanowisko referenta do spraw obliczania czasu pracy i księgowego, po czym zatrudniła na te stanowiska dwoje ludzi. I rzekła Unia:
– Kto będzie odpowiadał za tych ludzi?
I Unia stworzyła Dział Administracji i zatrudniła w nim troje ludzi – kierownika administracyjnego, jego zastępcę i sekretarkę. I Unia oznajmiła:
– Przez rok przekroczyłam budżet o 18 tysięcy, muszę zatem dokonać cięć w budżecie.
I zwolniła Unia z pracy nocnego stróża.


X-Rite 1 Publisher – zupełnie nowy update programu do profilowania

Od kilku tygodni pracuje ze zaktualizowanym, zupełnie nowym narzędziem do profilowania monitorów i drukarek (oraz takich dziwactw jak rzutniki czy aparaty fotograficzne) i muszę przyznać, że rezultaty mnie zdumiewają. Zupełnie nowy algorytm profilowania, dokładnie ten sam co w narzędziach Monaco czy Profile Maker, wzornik zwiększony z 48 do nawet 700 próbek dla monitora, dla drukarki nawet ponad 1000… Możliwość skalibrowania monitora z uwzględnieniem zewnętrznych warunków oświetleniowych… cudo, jednym słowem cudo!!

Jeśli zajmujecie się fotografią – nie ważne czy amatorsko czy zawodowo – a nie pracowaliście nigdy na skalibrowanym monitorze – polecam zrobić to i usiąść, bo to, co do tej pory myśleliście o obrazkach oglądanych na monitorze zmieni się i obróci o 180 stopni.

XRite chwali sie, że do nowego i1 zaimplementowano ten sam algorytm co w Profile Maker czy w Monaco. Profile drukarek robione przez nowego i1 nie pozostawiają nic do życzenia – rozbieżności od wzorca pozostają już jedynie w kwestiach akademickich. Boli ciągle brak możliwości obliczenia limitów tuszy (co Profile Maker potrafi), ale nie przesadzajmy – za 2800 brutto wydane na update dostajemy naprawdę bardzo wygodne, poręczne, a przede wszystkim bardzo sprawne narzędzie do użytku tak domowego, jak i do pełnej profeski.


BMW seria 3


Fura, skóra i komóra

Zdarzenia kilku ostatnich dni podniosły mnie na duchu i przywróciły, choć odrobinę, wiarę w sens tego, co robię. Kolega kolegi współpracujący z kolegą kolegi zajmujący się usługami typu import-export aut nie tylko poprosił o zrobienie zdjęć samochodów, które planuje sprzedać, ba! docenia wartość fotografii w handlu i chce za te fotografie płacić. Kto wie.. może świat sięga powoli momentu, kiedy nic zrównało się ze wszystko… że w nawale fotek domorosłych „pstrykaczy” ludzie zaczną szukać czegoś, co będzie ponad to. Oby.


Dżoena z Rafałem – czyli rzut na taśmę

Rzutem na taśmę udało się nam zrobić te foty – bo to i dni tylko pozostały Dżoenie do wyklucia się potomka.. (poRafka chyba hehe). Tak czy owak w piekielną duchotę spotkaliśmy się w niedzielne popołudnie, żeby pofotografować kobitę z brzuchem…:)


Hipokryzja rulez!

Odrobina hipokryzji jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Taka myśl we mnie zakiełkowała, kiedy zobaczyłem i usłyszałem, przyjemną zresztą dla ucha pieśń zamykającą kielecki Sabat Czarownic. Zaczęło się niczym na wiecu partyjnym: pod rewolucyjnymi sztandarami komunistów radzieckich i rewolucjonistów francuskich, niczym Wolność wstępująca na barykady (jej ucieleśniona postać pojawia się zresztą przez moment nawet w kadrze) dwaj aktywiści sceniczni: Janusz Radek i Mariusz Ostrowski zagrzewali publiczność do wsłuchania się w jedynie słuszny głos ludu. Zaleciało mi to międzynarodówką, komunistyczno-partyjnymi wiecami i pochodem pierwszomajowym z lat 50 (czekalem kiedy ktoś w publiczności krzyknie „Wiesław!! Wiesław!!!”), ale ponieważ pieśń była skoczna i dla ucha przyjemna – trwałem.

OK. W tym miejscu możnaby powiedzieć, że nadinterpretuję, że to kontekst przedstawienia a nie partyjna wiec itp itd… kiedy jednak na początku drugiej zwrotki nad artystami załopotały sztandary z maską Anonymousa, a tenże sam pojawił się na twarzach artystów wspierających chóralnie głównych wykonawców – nie zdzierżyłem i wykrzyknąłem „o żesz ty!”

Kto jak kto, ale to artyści stowarzyszeni w tzw ZAiKS’ie najgłośniej krzyczeli prezentując swe święte oburzenie, kiedy lud internetujący miast i wsi wylał się na ulicę protestując przeciw podpisaniu i ratyfikowaniu przez Donaldu Tuscu ustawy ACTA. To oni, na czele z niejakim Zbigniewem H. rzucili się popierać projekt drakońskiej, policyjnej ustawy. To oni wylewali pomyje na dziennikarzy po felietonie Jacka Żakowskiego, porównującego internetowy zbiór plików muzycznych do globalnej biblioteki, w której to, jak to w bibliotece, nie pobiera się opłat za czytanie i wypożyczanie książek.

Teraz ci sami artyści z maską Anonymousa na twarzy, pod sztandarami ludów pracujących miast i wsi krzyczą do mnie gromkim chórem: „Słuchaj kiedy śpiewa lud!” Znaczy że co? Ech… czego się nie zrobi dla sławy i chwały. Jak powiedział S. Tym w Rejsie: „Nieee no, panowie, pewnych spraw nie możemy przeginać”.


Druk i oprawa fotografii – passpartou i ramka

No właśnie. Fotografujemy. Ale przecież zdjęcie w komputerze to nie to samo, co fotografia powieszona na ścianie. Dlatego z dziką rozkoszą, przy drobnym wyrazie wdzięczności w postaci biletów Narodowego Banku Polskiego drobnej WYDRUKUJĘ, PRZYTNĘ PASPARTOU I OPRAWIĘ W RAMKI wasze fotki. TANIOCHA!!! Nieporównywalna jakość do jakości z fotolabu, za to dramatycznie TANIEJ!

Ceny za druk + passpartou  (papier fotograficzny gruby, satyna, paspartou 2 mm, 3 kolory). Cena ramki zależna jest od jej rodzaju.

  • 20×30 (A4): 13.90 zł (7,88 zł + 6 zł) z VAT
  • 30×40 (A3): 27.50 zł (15,50 zł + 12 zł) z VAT
  • 40×50:(~B3): 46 zł (26 zł + 20 zł) z VAT
  • 50×70:(B2): 80 zł (45,50 zł + 35 zł) z VAT
  • 70×100 (B1): 161 zł (91 zł + 70 zł) z VAT


Kilometr „zero”

Bez trąb, fanfar i fajerwerków.. za to w pięknych okolicznościach przyrody odsłonięto przy Pałacu Czertritz’ów 180 kilogramów brązu zatopionego w marmurze (a może w granicie???) czyli nasz wałbrzyski Punkt Zerowego Kilometra. Możemy przy nim pomarzyć, gdzie (jak już zaczniemy zarabiać na europejskim poziomie, kurs franka spadnie poniżej 2 złotych, a polska reprezentacja w końcu wygra jakiś mecz) pojedziemy na wakację…. podobno jest nawet odległość na Książyc 🙂


Naleśnikowo

Naleśniki – lubimy. Lubimy z dżemem, serem, a ja najbardziej takie dodatkowo zasmażane z cebulką, kiełbasą, boczkiem i startym serem żółtym… Na Ukrainie bliny sprzedawane w formie fastfood’u – w budkach na ulicy. na ostro i słodko… z mąki białej i ciemnej. Była kiedyś fajna naleśnikownia w Szczawnie… ale się zmyła, jak większość fajnych miejsc, przegrała z globalnym kryzysem, lokalnym debilizmem ludzi życzących sobie miesięcznie za czynsz równowartość rocznych zarobków przeciętnej rodziny i gustem kulinarnym społczeństwa, które pseudo włoską pizze to i owszem zeżre, a rodzimego naleśnika już nie.


Wracam!

Po pól roku rozterek, wahań i zasatanawiania się, czy wybrać facebook zupełnie i zrezygnować z prowadzenia bloga do szedłem do wniosku, że korporacja fejsbukowa nie jest warta tego, żeby rezygnować dla niej z prowadzenia swojego własnego kącika w sieci. Facebook oczywiście pozostanie swego rodzaju tablicą informacyjną i miejscem do szybkiego notowania i powiadamiania, jednak główny nurt płyną będzie przez jacekzych.pl – a nie przez „fejsa”.

Miło mi, że ciągle jeszcze zaglądacie tu – czasem pewnie przez przypadek, czasem jednak, jak pokazują statystyki – świadomie. Zabieram się do pracy i nie pozowolę Wam zbyt długo czekać na kolejne wpisy.

Czuwaj!


Do zobaczenia za rok!

Nadejszła wiekopomna chwila… To był dobry rok. Mimo szalejącego franka, kryzysu globalnego i wałbrzyskiej padaki lokalnej udało się dotrwać do końca, ba! spłacić dwa leasingi i nawet szczególnie dużo nie dołożyć do interesu. Plecak fotograficzny rozrósł się do nieprzyzwoitych rozmiarów, stając się stojącym w kącie memento, powtarzającym „fotografuj, fotografuj…”.
Dużo czasu spędziłem w górach. W naszych Sowich, Wałbrzyskich, w Karkonoszach… a latem, po dziesięciu prawie latach rozłąki, Tatry chwyciły mnie w ramiona. Jesienią z liśćmi spadały z drzew nutki fantastycznej muzyki, a ja tarzałem się w niej, granej na żywo, bez opamiętania.
Grania na żywo było w tym roku w ogóle bardzo dużo. Byli górale, był Dżem symfonicznie, była Susanna Baca, Bregovic z chórem zespołu Śląsk. Byli cyganie z Rumunii… i jeszcze dużo, dużo więcej.
Mnóstwo ludzi przeszło obok mnie. Na niektórych zupełnie nie zwróciłem uwagi, wielu z nich nie zwróciło uwagi na mnie. Ktoś został na dłużej.
Ot.. i minął rok. Do zobaczenia za rok…

i na koniec…:

„Wybaczcie autorowi że, spartaczył tu nie mało
lecz nawet panu Bogu też nie wszystko się udało….

Do zobaczenia więc za rok, w o wiele lepszym świecie,
życzę wam szczęścia, Mazel Tov!, w końcu nadejdzie przecież.
Do zobaczenia więc za rok w o wiele lepszych czasach,
na dobry los czekajmy bo już go ktoś lei dla nas!”


Marketingowcy

Wczorajsze pokłosie do mini „corporate-shooting” w Termet S.A. Korporacja korporacją, a trochę śmiechu na koniec nikomu jeszcze nie zaszkodziło…


Na chwile przed zachodem

Sudety. Tak bardzo stare i tak bardzo niedocenione. To, co zostało tu po Niemcach, to zaledwie ogryzek dawnej świetności, a i tak zostawiają daleko inne masywy w Polszy. Pełne tajemnic, zagadek, legend. W porównaniu z Beskidami czy Bieszczadami puste przez cały rok, a teraz, jesienią – wyludnione. To tu ciągle jeszcze spotkać można schroniska tak małe, że kuchnia i jadalnia tworzą jedno, a kury i kozy żyją w leniwej symbiozie z turystami.
5 listopada o zachodzie słońca, Zygmuntówka.


Transmiter – all tha way from China

Rzuciłem na pożarcie chińskiemu smokowi sto dolców. Niby żaden majątek, ale jedynym śladem jaki po kasie został było potwierdzenie przelewu gdzieś na konto w Hong-Kongu. Myślę, że kiedy podjąłem decyzję o kupnie u kitajców to podświadomie przeznaczyłem te kasę na straty. Kiedy więc przedwczoraj poczta polska dostarczyła przesyłkę prosto z Hong Kongu to łoskot spadającego z serca kamienia był równie głośny co świst wciąganego ze zdziwieniem powietrza… 🙂 Jest. Wszystko elegancko zapakowane, zabezpieczone. Wykonanie transmitera naprawdę mnie zaskoczyło. Żadnej tandety, niedopasowanych czy luźnych elementów, zadziorów czy tandetnego plastiku.
Kilka dni temu przyszła zamówiona w amerykańskim Amazonie książka Joe McNally’ego LIFE. W Empiku pod domem amerykańskie wydanie kosztuje 89 zł. Ze Stanów, z przesyłką, wysłane DHL-em – 23 USD – 69 zł. Jak wszyscy zaczną kupować za granicą i pies z kulawą nogą nie pokaże się w polskich sklepach, to może nasi dystrybutorzy pokapują się, że pogięło ich chyba z wysokością cen.


Dawno temu nad morzem

Dawno temu – wczoraj, a może przed 20 laty – sam już nie wiem kiedy to było… Wspomnienia, tysiące obrazów, tych, które wciąż w sercu mam. W westchnieniu chwila zaklęta, mogłaby wieczność trwać. Nikt tego dziś już nie pamięta…
Cypel półwyspu helskiego, dawno, dawno temu.


Lubię mieszkać w bloku…

Ania B. podesłała mi wczoraj bardzo przyjemy wiersz-piosenkę Michała Zabłockiego – „Lubię mieszkać w bloku”. Za moim pośrednictwem więc, z dedykacją dla wszystkich mieszkańców tych małych i tych wielkich – blokowisk 🙂

„Lubię mieszać w bloku
bo mam święty spokój.
Ściany betonowe
chronią moją głowę,
fajne mam sąsiadki,
równego sąsiada –
sześćdziesięciolatki
Więc można pogadać

Nie tak, jak u teścia
w domku na przedmieściach
mam do sklepu blisko
i pod ręką wszystko
Pół osiedla czasem
nawet u mnie gości
Nigdy mnie nie trapi
wywóz nieczystości

W zamku klucz przekręcę
nic nie trzeba więcej
Góry znów zaszczycę
albo zagranicę
Deszcze czy pogoda
podróżuję stale
Na mrozie po schodach
windą przy upale

Życie tuż za ścianą
rzeką dobrze znaną
trudne lecz ochocze
płynie, rwie, bulgocze
W domku się nie można
spotkać nigdy z nikim
Trzeba pielęgnować
dachy i trawniki…

(Michał zabłocki)


Mordor

„Lecz wzrok hobbitów nie zwracał się na rzekę ani wstecz, ku Gondorowi, ku przyjaciołom i krajom życzliwych ludzi. Spoglądali na południe i na wschód, gdzie na granicy nadciągającej nocy rysował się ciemny wał, jakby odległe pasmo gór albo nieruchoma smuga dymu. Od czasu do czasu w miejscu, gdzie ziemia spotykała się z niebem, wzbijało się w górę czerwone światełko. (…)

Frodo, nie poruszył się ani nie oderwał oczu od ciemnego wału na widnokręgu i od migocących na jego tle płomyków. – Mordor!- szepnął ledwie dosłyszalnie.”


Cmentarz na Pęksowym Brzyzku by iPhone

Była fantastyczna pogoda na fotografowanie. Szaro, deszczowo, mokro… Zalana deszczem, rozgrzana ziemia parowała, otulając figury nagrobne mgłą mistycyzmu i tajemniczości. Niestety – podniosłej atmosfery miejsca ani niepowtarzalnej okazji zrobienia naprawdę ładnych fotografii nie czuła bateria w telefonie, która po zaledwie kilku klatkach odmówiła współpracy i pozbawiając mnie i was, szanowni czytelnicy, okazji do fotograficznego spaceru po zakopiańskiej nekropolii…


Światłem malowanie


Undómiel – gwiazda wieczorna…

Jak widać, Gwiazda Polarna niemal nie zmienia położenia w ciągu nocy. Dzięki temu była od wieków wykorzystywana do znajdowania kierunków świata.

Zabrawszy ze sobą karimatę, orzeszki i piwo, późnym wieczorem pojechaliśmy w Góry Sowie, wysoko ponad syf unoszący się z miast, fotografować gwiazdy. Pogoda dopisywała… noc była ciepła, na rozgwieżdżonym niebie świeciło milion gwiazd… a wśród nich ta jedna –  Undómiel – Gwiazda Wieczorna.

Tam jest zachód, tam wschód – tam musi być północ – błysnąwszy odkrywczą myślą pokazałem na drzewo rosnące nieopodal. To na pewno jest łuna od miasta – Kedob nie dał się łatwo przekonać i zabrawszy graty przeniósł się 100 m dalej, celują aparat dokładnie w przeciwną stronę. Mam mapę nieba – trzeba tylko znaleźć wielki wóz – powiedział wyciągając z kieszeni zalaminowany skrawek papieru wielkości pudełka od zapałek. Po pół godzinie gapienia się w niebo jasnym się stało, że prosta logika i prawa natury nie dadzą się tak łatwo podważyć – wróciliśmy więc na pierwotnie wybrane miejsce. Aparaty na statywy – czas naświetlania na próbę – najpierw 15, potem 45 minut – w końcu półtorej godziny.

Najlepsze zdjecię przepadło – naświetlało się ponad godzine – a potem przez prawie następną godzinę zapisywało… zapisywało… zapisywało… Czas mijał, a zdjęcie się zapisywało.. i odszumiało. Nigdy nie słuchajcie podszeptującego Kedoba, szczególnie kiedy mówi, że zdjęcie już się zapisało, a tylko sie odszumia – tako rzecze wujek Dobra Rada. Przerwałem zapisywanie wbrew wszelkiemu rozsądkowi… i DUPA… a potem to już chmury przyszły i się zrobiło czerwono-żółto.


Entliczek pętliczek co powie Piechniczek…

Nie jestem jakimś szczególnym fanem piłki nożnej, ale dla złotych myśli Antoniego Piechniczka bedę oglądał każdą transmisję, przy okazji której będzie gościem w studio TV:

„Graliśmy jak równy z równym, wykonywaliśmy więcej rzutów rożnych. Pan (dziennikarz) jest oczywiście nastawiony negatywnie. Nie wykorzystaliśmy żadnego rzutu rożnego, ale trzeba zwrócić uwagę, że każdy miał jakąś myśl przewodnią i był bity inaczej.” (MEGA!!!!! – poplakalem sie :-))

„Zacytuję wielkiego Polaka: Piesiewicza. Po upadku komunizmu największym problemem są media.” – (TIAAAA – krytyka owszem, musi byc, ale taka, zeby jej nie bylo, tylko akceptacja i ogólny aplauz).

„Kto trenuje dzisiaj reprezentację męską w siatkówce? Przepraszam, z całym szacunkiem, bo może jest on fantastyczny, ale to farmer z Argentyny, który uczył się siatkówki we Włoszech od polskich zawodników.”

„To trener, który ma silną osobowość, nie boi się zawodników i potrafi znaleźć z nimi wspólny język. Poza tym nie jest skażony pracą w PZPN.”