Posts in Category: Sport

long weekend – the day before

Nazwa: Grandys Duo Motor Racing
Miejsce: Tor motocyklowy, Poznań
Czas trwania: 29-30 kwietnia 2009

Było dramatycznie gorąco. Ale to nie lejący się z nieba żar dopiekał najbardziej. To maleńkie, podłe, zajadłe, pieprzone meszki, które wygryzły mi w nogach milion dziur. Wyjechałem z poznańskiego toru lżejszy, spokojnie, o jeden kilogram skóry na nogach… Podłe bestie. Na tor pojechałem na zaproszenie dealera Yamahy, pana Stanisława Radwńskiego, któremu wdzięczny jestem bardzo za wprowadzenie mnie w tajniki sportu motorowego. No i co tu więcej gadać – było zajebiście!

Kliknij w zdjęcie, żeby obejrzeć fotocast.


Dobre, bo polskie.. :)

No i co tu, kurza twarz, gadać…?  Siadać na rower i w las – kto wie, może którąś z nich będziemy mieli szczęście spotkać na trasie 🙂 Że w kaskach wszyscy podobni? Na pewno poznacie po uśmiechu 🙂  Od lewej – Maja Włoszczowska i Anna Szafraniec.


4xcross

Generalnie zasada jest taka – czterech pomyleńców żegna się z rodzinami, staje na górce i na znak-sygnał napina w dół, bez klamek, na złamanie karku. Wygrywa ten, kto: 1. Przeżyje, 2. Pierwszy dojedzie do mety. Dokładnie w takiej kolejności. Czasem któryś skręci sobie kark, ale siłą rozpędu dolatuje do mety przed pozostałym, którzy a. połamali nogi, b. połamali ręce, c. połamali wszystko. Pierwszego miejsca pośmiertnie nie przyznaje się. Generalnie nuda i dłużyzna.


TOYOTA Hilux Horse Trials

TOYOTA Hilux Horse Trials Strzegom to najlepszy jeźdźcy i wspaniałe konie, to niepowtarzalne widowisko sportowe. Co roku Strzegom odwiedza światowa czołówka wkkw. Dotychczas startowali tu mistrzowie olimpijscy, mistrzowie świata i Europy oraz finaliści Pucharu Świata.


Tchnienie Boga

Gimme fuel
Gimme fire
Gimme that which I desire!!
Oh, on I burn,
Fuel is pumping engines
Burning hard
Loose and clean…
Oh, and on I burn
turning my direction
Quench my thirst with gasoline

Było masakrycznie gorąco, tłumnie, głośno i rajdowo. Widowiskowo. Po roku posuchy znów dałem się porwać rajdowej gorączce. Na walimskiej „patelni” zgromadziło się chyba z tysiąc osób, by przez ułamek sekundy poczuć w żyłach wysokooktanową benzynę.

Dodane 11.05
Nastąpił przedziwny zbieg okoliczności. Przypadek, ułamek sekundy kiedy Kościuszkę odwróciło i zaczął kręcić bączki… Słońce, kłęby dymu. Dopiero weszliśmy do Walimia, do „patelni” był jeszcze kawał drogi. Minute wcześniej wyjąłem aparat z plecaka. Nagle huk, pisk opon i 500 metrów przed nami kręcący się na kostce brukowej Peugeot. Podniosłem aparat odruchowo do oka i wywaliłem 8 klatek z 1/3000 s…. Dwudziestokrotnie krócej niż mgnienie powieki. I juz. Zdjęcia nie zdążyły się zapisać na karte kiedy dym opadł, a Kościuszko z rykiem silnika minął mnie, zostawiając na chodniku gapiącego się na wyświetlacz.

Dodane 01.06
Dodałem galerię. Już nie chce mi się tłumaczyć, dlaczego ją poprzednio usunąłem.

Zobacz galerię (UWAGA! Duzy plik 3,7 MB!)


Rajd Hałda

Zobacz galerię

Nikt sie tego nie spodziewał…. W południe przeszła nad miastem nawałnica, zmieniając leniwą terenową trasę wielokroć przeze mnie przemierzaną na rowerze w bagniste rozlewiska. BYło hard!!! Za to światło, na sam koniec, kiedy słońce zachodziło… ech… nigdzie na świecie nie ma takich cudnych zachodów.

Rajdy terenowe są fajniejsze od normalnych. Samochody jeżdżą zdecydowanie wolniej, po drugie jeżdżą w kółko, co zwalnia mnie z obowiązku zapinania przez 30 minut na odcinek specjalny. Do tego jeszcze błoto, pot, pęknięte sprężyny…. żeby jeszcze się troche krwi polało to już byłby komplet szczęścia.. (:


Napieranie

Pierwszy raz fotogarfowałem imprezę, po nowemu zwaną Adventure Trphy, czyli  Rajd Przygodowy, jak powiedziałbym za moich młodych lat. Organizacyjnie poległem w 100%. Jeśli chodzi o rajd, to przejechałem samochodem prawie 100 km motając się i szukając punktów kontrolnych, na których okazywało się, że najbardziej spektakularną rzeczą jest nieustanny i nieubłagany upływ czasu. Dobił mnie punkt w raiderze opisany jako przeprawa przez rzekę. Kiedy odnalazłem go na mapie, pokonałem kolejno drogi 12, 14 i 19 kolejności odśnieżania, nie urwałem resztek zawieszenia na polnej, składającej się w połowie z kamieni i błota drodze okazało się, że rzeczona przeprawa to leniwie płynący strumyczek 4 metrowej szerokości, głęboki na 10 cm, który zawodnicy pokonali jak większą kałużę. Z fotograficznego punktu widzenia – nuda i dłużyzna. Słonko, śliczna pogoda… Poleżałem 4 godziny nad jeziorem czekając na „swoich”… i tyle byłoby z przygody.

Pozdrowienia dla Przemka z portalu sobótczańskiego, ekipy foto i dziewuszki z Krakowa poznanych „u przeprawy” – hehehe – czasoumilaczy i wpółtowarzyszy w trwaniu nad jeziorem. Odezwijcie się na gg jeśli jakimś sposbem uda wam się trafić na te stronę.


kladruby

  

          Zobacz galerię z zawodów… (2,3 MB)          Zobacz stajnie (1,7 MB)

Kladruby to stajnie i ośrodek jeździecki koło Hradec Kralove, wielkości małego miasteczka. Kladruby to rasa koni. W końcu Kladruby to miejsce, w którym rok rocznie rozgrywanesą eliminacje do mistrzostw świata w powożeniu.

Pogoda nie dopisała. Było dżdżysto, choć niezbyt zimno. Poza tym, jak to na imprezach jeździeckich: pole minowe z końskich gówien, piwo, czeska kapusta z ziemniakami i doskonałe towarzystwo.


Mistrzostwa Polski młodych koni w ujeżdżeniu

Zobacz pełną galerię.

Konie, amazonki, cudnowna pogoda… nauczyłem się już, że przy koniach odpoczywam. I nie ma znaczenia czy jeżdże, czy tylko oglądam… ostatnia sobota lata dopisała pogodą, słońce, jakby chcąc zrekompensować ostatnie tygodnie pluchy i paskudnej pogody, grzało jak w sierpniu.


Tour de Pologne

Zobacz pełną galerię.

Zastanawiam sie zawsze jak to mozliwe – kolarze walą potężne dzwony na prostej drodze tuż przed metą, na gładziutkim asfalcie – a przejechali przez Wałbrzych z prędkością światła po największych dziurach, o amplitudzie wzniesień i dołów przekraczającej metr – i nic… żadnych wywrotek, połamanych kości, nóg, rąk – nuda jednym słowem…


Canonem Nikona

Zobacz pełną galerię.

Patrząc od strony kibica, rajdy samochodowe to najnudniejsza dyscyplina sportu jaką tylko można sobie wyobrazić. Najpierw jedziesz nie wiadomo dokąd, przez miejsca zapomniane przez Boga i ludzi, potem, w plusze, deszczu i wietrze walisz z buta dwa kilometry, żeby zająć pozycję bardziej lub mniej strategiczną, odpowiednia do oglądania kalejdoskopu potencjalnych dawców organów. Słuchasz rozgorączkowanych rozmów podnieconych gapiów, opowiadających jak to ten przyciął tor a inny za to wyhaczył gume… wreszcie słychać mrożący w żyłach ryk pięciuset koni mechanicznych i przed nosem przelatuje ci coś…. nie wiem co, nie zdążyłem zauważyć. Ułamek sekundy i pełne podniecenia i zachwytu szepty „ja pierdole…., ale przyciął!” Nie wiem co, kto i komu przyciął… chyba mowa o kierowcy tego czegoś co przeleciało kolo mnie z prędkością światla. I tak 10 razy. Gwizdek, ryk i szepty… gwizdek, ryk i szepty… Kiedy po 10 minutach wciągnąłem sie w klimat i sam zacząłem „japierdolic”, okazało się, że odcinek sie skończył i po imprezie. I znów z buta 2 kilometry.


Barrel Race czyli hejaheja!

Zobacz pełną galerię.

I znów kunie – tym razem reportaż z Barrel Race czyli wyścigu dookoła beczek.. Zasady zabawy, jako że pochodzi ona z country, czyli amerykańskiej wiochy, nie mogą być zbyt skomplikowane. Akurat na tyle, żeby średnio rozgarnięty wiochmen, czyli cowboy, mógł pojąć je bez zbytniego wytężania produktu mózgopodobnego zalegającego dolne części czaszki. Rzecz mianowicie polega na jak najszybszym przejechaniu ósemek w koło 3 beczek. Można przy tym wydawać okrzyki typu heja-heja!.