Posts in Category: Portret

Portret firmowy – DTP Service / dostajni.pl

Wybory zbliżają się wielkimi krokami. Przedwyborczy szał udziela się i nam – w tym tygodniu zrobiliśmy prawie 30 portretów kandydatów, kandydatek i przeróżnej maści pretendentów do… A skoro innym robimy, to dlaczego sobie nie?? Przecież szewc nie zawsze musi bez butów chodzić. Niniejszym przedstawiam Państwu – Agnieszka, Tomek i Ja(cek), czyli DTP Service s.c. / dostajni.pl

My-male

Portret firmowy. DTP Service s.c. / dostajni.pl. Wałbrzych, październik 2014. fot. Jacek Zych


Ziuta

Asia "Ziuta Zet". Szczawno-Zdrój, wrzesień 2014. Fot. Jacek Zych

Asia „Ziuta Zet”. Szczawno-Zdrój, wrzesień 2014. Fot. Jacek Zych


Damian – instruktor treningu kettlebells (3 fot.)

Damian. Wałbrzych, wrzesień 2014. fot. Jacek Zych

Damian. Wałbrzych, wrzesień 2014. fot. Jacek Zych

KIEDY Damian przyszedł do pracowni i zaczął opowieść o treningu odważnikami typu kettlebells, nie do końca potrafiłem zrozumieć co do mnie mówi – tym bardziej, że trening siłowy nieodmiennie kojarzył mi się z siłownią, hantlami, sztangami i wszelkimi innymi kawałkami pojazdów kosmicznych, na których spoceni faceci tracą nie tyle wagę, co pieniądze.

Opowiadał o odważnikach – kettlebells – o rosyjskich tradycjach takiego treningu, o specnazie, o migracji kettlebells do Stanów i Europy. Opowiadał o treningu opartym jedynie o te ciężarki, pompki i przysiady. Jakoś nie do końca chciało mi się w to wierzyć – do czasu, kiedy dziś przyniósł do studia dwa dwudziestokilowe ciężary i machał nimi, jakby ważyły tyle, co siatka ziemniaków.


Scotsman

Robert. Wałbrzych, sierpień 2014. fot. Jacek Zych

Robert. Wałbrzych, sierpień 2014. fot. Jacek Zych


Ewa

Ewa. Wałbrzych, sierpień 2014. foto Jacek Zych.

Ewa. Wałbrzych, sierpień 2014. fot. Jacek Zych.


Twins czyli podwójne uderzenie (3 fot.)

Kilka ostatnich dni to była teksańska masakra piłą łańcuchową… Milion różnych spraw, które trzeba załatwić od już, natychmiast… Obsługa Mistrzostw Europy, przez którą Aga nie wychodziła w zasadzie z firmy, moja książka, którą na już trzeba było skończyć… Mnóstwo innych kłopotów, formalnych i urzędowych, wyprowadzających z równowagi spraw. W sam środek takiej atmosfery wpasowała się Magda z dziewczynkami. Portret obiecałem im już dawno, jakoś w zeszłym tygodniu umówiliśmy się – a potem wszystko wysypało się na raz… 🙂

Magda, Dobrusia i Martyna. Wałbrzych, sierpień 2014. fot. Jacek Zych

Magda, Dobrusia i Martyna. Wałbrzych, sierpień 2014. fot. Jacek Zych


Portret w pocie czoła

Upał był nie z tej ziemi; wiatr usnął wśród bluszczu,
Służba spała pokotem w pobliskiej winnicy,
Policzki Mony Lizy świeciły od tłuszczu,
A nogi dla ochłody trzymała w miednicy. / A.Waligórski „Uśmiech Giocondy”

W zasadzie tak mogłaby się zacząć ta opowieść. Fotografowanie w duszny, upalny i przesycony wilgocią dzień jest co najmniej uciążliwe. Pot zalewa oczy, klei bieliznę do ciała, wilgotne dłonie z trudem utrzymują aparat. Kiedy Aga przyszła do studia nieruchome, rozgrzane do piekarnikowej wręcz temperatury powietrze było gęste jak gąbka nasączona gorącą wodą. Na niewiele zdał się wiatrak, na niewiele zdało się otwieranie na oścież wszystkich drzwi i okien. Temperatura rosła…

Fotografię zrobiliśmy „z marszu”. Nie było wizażystki, fryzjerki, stylistki… nie było długich przygotowań. Agnieszka wystąpiła zupełnie sauté… zresztą w takiej temperaturze żaden makijaż długo by nie wytrzymał… To pierwszy portret w sezonie wakacyjno-powakacyjnym. Po miesiącach posuchy portretowo-fotograficznej w studio zaczyna się dziać. Z nowym rokiem – szerszym krokiem, jak mawiają krawcowe – i chwała im za myśl słuszną 🙂

Agnieszka. Wałbrzych, sierpień 2014. fot. Jacek Zych

Agnieszka. Wałbrzych, sierpień 2014. fot. Jacek Zych


lluvia de verano – letni deszcz

To był ostatni portret jaki zrobiłem w Akademii Fotografii. Ciężko nawet powiedzieć zrobiłem – bo ta ostatnia praca bardziej zespołowym była niż indywidualnym dziełem jednej osoby, choć jeśli autorstwo liczy się temu, kto nacisnął spust – to właśnie mi. Tak czy owak ten deszczowy portret Dominiki to bardzo miłe podsumowanie kilku tygodni spędzonych z grupą fajnych ludzi na 17 piętrze Pałacu Kultury i Nauki im. Józefa Stalina.

„W strugach wody, ale z czołem podniesionym
żadna siła mnie nie zmusza i nie goni… „

Dominika. Waszawa, lipiec 2014. fot. Jacek Zych

Dominika. Waszawa, lipiec 2014. fot. Jacek Zych


Being John Malkov… sic!… Max Otto von Stierlitz

Stierlitz szedł korytarzem Gmachu Kancelarii Bezpieczeństwa Rzeszy. W pewnym momencie zamyślił się. Tak mu się to spodobało, że zaskoczony zamyślił się po raz drugi. – Oto Ziuta… też widać jej się spodobało.

Asia "Ziuta" Zet. Czerwiec 2014. Fot. Jacek Zych

Asia „Ziuta” Zet. Czerwiec 2014. Fot. Jacek Zych


Oktawia

Oktawia, Córka Klaudiusza i Mesaliny, żona cesarza Nerona. Wkoło niej truto, mordowano, spółkowano kazirodczo, knuto i spiskowano – a ona trwała. Umiłowana przez Rzymian, znienawidzona przez męża szaleńca. W końcu wygnana i zamordowana. To były dopiero ciekawe czasy – nie to co teraz… 🙂

Beata. Warszawa, czerwiec 2014, fot. Jacek Zych

Beata. Studia Tęcza, Warszawa, czerwiec 2014, fot. Jacek Zych


Śliwka węgierka

Soczysta, świeża śliwka węgierka, po którą w upalny dzień, w ogrodzie, wprost z hamaka sięgasz ręką, a która zaraz potem rozpływa ci się w ustach, zalewając sokiem i słodkościami… A może żywe wcielenie furii w kardynalskich purpurach i fioletach. Tu opinie są różne – faktem jest, że to Beata, Beata ze stolycy.. 🙂

Beata. Czerwiec 2014, fot. Jacek Zych

Beata. Czerwiec 2014, fot. Jacek Zych


Na gruzach…

Kasia Jakubowska. Listopad 2011. Fot. Jacek Zych.

Kasia Jakubowska. Listopad 2011. Fot. Jacek Zych.

Pomysł na portret był jasny od początku – zdjęcie musiało być zrobione w plenerze, na gruzowisku, w środowisku naturalnym, można powiedzieć, dla działań w jakich operuje Katarzyna i jej pies. Problemem pozostawało odnalezienie odpowiedniego miejsca. Sobotnie popołudnie spędziliśmy więc z Kasią i Jadźką (znaczy jej psem), błąkając się po okolicznych ruinach i zwaliskach – aż trafiliśmy na zapomnianą, położoną na uboczu cześć walimskiej fabryki lnu. Jeden rzut oka na fasadę starej, spalonej kamienicy – i zapadła błyskawiczna decyzja – Tu! Jakież było jednak nasze zdziwienie, kiedy obeszliśmy kamienicę od tyłu…

Chciałem pokazać Kasię pod koniec długiego dnia ciężkiej, wyczerpującej fizycznie i psychicznie pracy. Poza modelką potrzebowałem ostrego, ciepłego, niskiego światła zachodzącego słońca. To jednak przed momentem schowało się za wzgórzem. Pech. Nie podupadłwszy na duchu wyszedłem z założenia, że jeśli słońca nie ma – trzeba je zaświecić. Oświetliłem więc Kasię lampą z założonym gelem 1/3 C.T.O. Takie ustawienie dało ostry, mocny cień – dokładnie taki, jaki daje zachodzące słońce. Drugą lampą z pełnym C.T.O. oświetliłem ścianę kamienicy. W ten sposób powstał blik ostatnich promieni zachodzącego słońca.


Władysław Trebunia-Tutka

Sam nie wiem dlaczego nie pokazywałem tego portretu. Władysław Trebunia-Tutka Wisi wydrukowany w pracowni i jak dotąd, poza wydawnictwem, w którym był wykorzystany, tylko tam można było go zobaczyć. A szkoda, bo to jedna z moich ulubionych fotografii. Zrobiłem tę fotografię w sierpniu 2011 roku, w domu pana Władysława w Białym Dunajcu, na kilka miesięcy przed śmiercią artysty.

Zależało mi, aby oddać atmosferę małej izby góralskiej. Nie chciałem kolejny raz pokazywać artysty przy sztaludze czy z instrumentem w dłoni. Chciałem zapamiętać go jako mądrego, starego człowieka, który na życie patrzy już z tej drugiej strony…. Stad pomysł na fotografię w sypialni państwa Trebuniów, między obrazami i kilimami autorstwa pana Władysława, sięgającego myślami w przeszłość… Na zewnątrz świeciło ostre, sierpniowe słońce, które wpadając do izby dawało ostre, koszmarne światłocienie. Zasłoniłem więc okno kawałkiem jedwabopodobnej, białej tkaniny, która zawsze mam zapchaną gdzieś w plecaku. To wystarczyło, żeby izba spłynęła wręcz złotym, miękkim światłem. Nie potrzebowałem żadnego dodatkowego światła, mogłem swobodnie fotografować.

Wladyslaw-Trebunia-Tutka. Fot. Jacek Zych, 2011. Wszelkie prawa zastrzeżone

Wladyslaw-Trebunia-Tutka. Fot. Jacek Zych, 2011. Wszelkie prawa zastrzeżone


A wieczorem…

Kiedyś tam, będziesz miała dorosłą duszę… kiedyś tam…
Ale dziś jesteś mała jak okruszek, który los rzucił nam…:)

Ziutka-swieczka


Mirek K.

Mirek. Wizyty u mister Kowalika, nawet te na 10 minut kończy się po kilku godzinach.. Ale miło, miło pomarynić przy kawie o muzyce, poezji i takich tam klimatach dla tetryków .

mirek-kowalik 1

Mirek Kowalik, marzec 2014. Fot. Jacek Zych


Ziuta

ziuta.jpg

Asia „Ziuta” Zych, luty 2014. Fot. Jacek Zych


Dziewczyna jak malowana

Na ludowo i folkowo – wcale nie musi być nudno.

Sylwia Sałamaj, luty 2014. Fot. Jacek Zych

Sylwia Sałamaj, luty 2014. Fot. Jacek Zych

Sylwia Sałamaj (modelka) i Justyna Rudzińska (make-up) podczas przygotowań do sesji fotograficznej. Wałbrzych, luty 2014. Fot. Jacek Zych

Sylwia Sałamaj (modelka) i Justyna Rudzińska (make-up) podczas przygotowań do sesji fotograficznej. Wałbrzych, luty 2014. Fot. Jacek Zych

54be60c836b97_gd

Sylwia Sałamaj (modelka) i Justyna Rudzińska (make-up) podczas przygotowań do sesji fotograficznej. Wałbrzych, luty 2014. Fot. Jacek Zych

 


Klasycznie

To zdjęcie w ciągu ułamka sekundy stanęło mi przed oczami, kiedy pierwszy raz zobaczyłem Weronikę na zdjęciach mojej koleżanki Karoliny Marcinkowskiej. Zachwyciła mnie wdziękiem, kobiecością, a jednocześnie siłą epatującą z całej jej postawy. Karola bardzo ładnie ją pokazała – co dodatkowo pobudziło moją wyobraźnię… nie mogłem się jednak uwolnić od takiego właśnie obrazu Weroniki – dumnej, troszkę wycofanej ale pewnej siebie i silnej w swojej kobiecości.


Anita – rudzielec popołudniową porą

No lubię rude i już – co ja na to poradzę. A Anita nie dość, że ruda, to jeszcze mega sympatyczna i zabawna… Stała biedna na dworcu Szczawienko – w kusych bucikach – a śnieg walił straszliwy 🙂


Mirek Kowalik

Na co dzień basista zespołu Raz Dwa Trzy. W przerwach między graniem z zespołem realizuje autorskie projekty poetycko-muzyczne. Poznaliśmy się przy okazji jego pierwszego projektu „Góry w sercu”. Nasze dzieci chodzą do tej samej szkoły. Nasze kierunki patrzenia na świat z grubsza pokrywają się. Pracujemy wspólnie już nad trzecim projektem muzycznym – tzn muzycznie Mirek – heh – ja fotograficznie.


Portrety władzy

Już trzeci sezon z rzędu portretuję władze Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej Angelusa Silesiusa w Wałbrzychu. Na zdjęciach od lewej: rektor PWSZ Jej Maginificencja prof. zw. dr hab. Elżbieta Lonc oraz kanclerz PWSZ – mgr Jan Zwierko.


Zapomniany portret

Karolina. Fotografia pochodzi z niepublikowanej sesji z października 2012 roku.


Ernest Bryll

„Dwa. Dwa zdjęcia i koniec” – usłyszał Jacek Poręba od Marka Edelmana, fotografując go do obszernego artykułu, jaki ukazał się w Przekroju.

„Ernest nie lubi portretów”. tyle usłyszałem ja od Marcina Stycznia, kiedy jechaliśmy do warszawskiego domu Ernesta Brylla – jednego z największych współczesnych polskich poetów, lingwisty, dyplomaty, dramaturga, kawalera Orderu Odrodzenia Polski. No to świetnie – pomyślałem, przypominając sobie historię Poręby. To nie popracuję za zbytnio. Z duszą na ramieniu stanąłem u furtki domu na Mokotowie. Dzwonek, brzęczyk – w drzwiach stanął pan Ernest Bryll. Co człowiek czuje stając oko w oko i ściskając rękę człowiekowi legendzie, o którym uczył się w szkole? „Stary, nie spierdol tego!” – to jedyna myśl jaka mi wtedy kołatała w głowie.

Wykorzystałem jedynie światło zastane. Przez wielkie okno wpadało miękkie, zimowe światło, dodatkowo przefiltrowane przez gąszcz roślin doniczkowych stojących na parapecie. Dolny poziom salonu tonął w mroku, wykorzystałem więc żyrandol do rozświetlenia pomieszczenia. Żółte światło żarówek zalało złotym blaskiem tło, podkreślając ramy obrazów i purpurę stor zasłaniających okno. Pan Ernest usiadł w swoim fotelu… a ja słyszałem, jak wielki kamień spadał mi z serca, kiedy naciskałem raz za razem spust migawki.

Ernest Bryll. Warszawa, grudzień 2012. Fot. Jacek Zych, Wszelkie prawa zastrzeżone

Ernest Bryll. Warszawa, grudzień 2012. Fot. Jacek Zych, Wszelkie prawa zastrzeżone


Luna ad noctum – sesja do nowej płyty

Zespół Luna ad Noctum podpisał właśnie umowę z niemiecką wytwórnią płytową Massacre Records na wydanie kolejnej, czwartej już płyty. Fotografowaliśmy wiosną i latem, pokazywaliśmy pojedyncze zdjęcia i kawałek backstage’a – dopiero jednak teraz, po oficjalnym potwierdzeniu potwierdzeniu zawarcia umowy – mogę pochwalić się obszerniejszym materiałem.

Zdjęcia – portrety członków zespołu – sesja letnia. Grafiki w książeczce wykonane zeostały z użyciem zdjęć z zeszłorocznej jesiennej sesji. Autorem grafik jest jeden z najbardziej znanych i rozpoznawalnych w Polsce i na świecie wirtuozów tatuażu – Andrzej „Lenu” Leńczuk.


Dżoena z Rafałem – czyli rzut na taśmę

Rzutem na taśmę udało się nam zrobić te foty – bo to i dni tylko pozostały Dżoenie do wyklucia się potomka.. (poRafka chyba hehe). Tak czy owak w piekielną duchotę spotkaliśmy się w niedzielne popołudnie, żeby pofotografować kobitę z brzuchem…:)