Posts in Category: by iPhone

4 czerwca 2016

04.06.2016 Wałbrzych. Ponat tysiąc kolarzy stanęło na starcie rozegranego w Wałbrzychu Bike maratonu. fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych

04.06.2016 Wałbrzych. Na kilka minut przed startem Bike Maratonu Prezydent Wałbrzycha Roman Szełemej (po lewej przodem) w rozmowie z prezesem spółki Aqua Zdrój Mariuszem Gawlikiem. (po prawej tyłem) Ponat tysiąc kolarzy stanęło na starcie rozegranego w Wałbrzychu Bike maratonu. fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych


Rowerem po Dolnym Śląsku – dolina pałaców i Perła Zachodu (6 fot.)

Jeśli ktoś szuka pomysłu na umiarkowanie długą, zupełnie niemęczącą wycieczkę rowerową, to ścieżka rowerowa biegnąca u podnóża Rudaw Janowickich, przez Dolinę Pałaców zwaną Polską Doliną Loary, przez Jelenią Górę, aż do Pensjonatu Perła Zachodu to doskonały wybór. Wystartowałem z Janowic Wielkich, dokąd dojechałem samochodem – jednak z Wrocławia można rower przywieźć pociągiem.

Zamek Wojanów. Wojanów, 2014. fot. Jacek Zych

Zamek Wojanów. Wojanów, 2014. fot. Jacek Zych


Antoniego Em. ścieżka prawdy

Kilkudziesięciometrowa flaga trzymana przez uczestników manifestacji, symbolizująca pas startowy na smoleńskim lotnisku.

Kilkudziesięciometrowa flaga trzymana przez uczestników manifestacji, symbolizująca pas startowy na smoleńskim lotnisku.

Scena rozstawiona na Krakowskim przedmieściu, vis-a-vis pałacu prezydenckiego.

Scena rozstawiona na Krakowskim przedmieściu, vis-a-vis pałacu prezydenckiego.

Uczestnicy manifestacji upamiętniającej katastrofę samolotu prezydenckiego w Smoleńsku w 2010 roku.

Uczestnicy manifestacji upamiętniającej katastrofę samolotu prezydenckiego w Smoleńsku w 2010 roku.

Znicze, flagi i zdjęcia Lecha i Marii Kaczyńskich rozstawione pod bramą Pałacu Prezydenckiego.

Znicze, flagi i zdjęcia Lecha i Marii Kaczyńskich rozstawione pod bramą Pałacu Prezydenckiego.

„Żyleta” na stadionie i manifestacja zwolenników teorii zamachu smoleńskiego na Krakowskim Przedmieściu – ta sama atmosfera, te same zachowania. Ślepa furia, fanatyzm, bezgraniczna agresja. Na moich oczach tzw służba porządkowa pobiła łebka lekce sobie ważącego cały ten histeryczny tłum. Zabrali mu telefon, dostał po pysku i został odprowadzony poza tłum… Ręce kurczowo zaciśnięte na sztycach flag, oczy ślepo wpatrzone w mówców na scenie. Mantrycznie powtarzane słowa: ONI, ZAMACH, WYBUCH, MORDERCY, ZEMSTA… Święta wojna, Allah Akbar!!!!!


Darłówko z iPhone’a

darlowko-1

Darłówko, luty 2014

darlowko-3

Darłówko, luty 2014

darlowko-4

Darłówko, luty 2014

darlowko-2

Darłówko, luty 2014

Pierwszy raz zimą pojechałem nad morze. Choć powiedzieć „zimą” jest mocno na wyrost, bo pogoda była piękna, wiosenna. Słońce przygrzewało, wiatru praktycznie nie było. Wiosna pełną gębą. Spacerowaliśmy po pustej plaży niczym w kiczowatej komedii romantycznej, a mewy piszczały nad głowami usiłując za wszelką cenę nasrać nam na głowy. Odpoczęliśmy. Kilka dni w Darłówku, hotel spa, hiper super basen, sauna, jacuzzi naładował nam akumulatory na następne pół roku. Zabrałem ze sobą graty fotograficzne, ale z lenistwa nie chciało mi się tego wszystkiego targać po plaży. Poza tym polubiłem hipstamatic’a iPhonowego.


Noworocznie na rowerze

Zima tego roku jakby się ociągała, leniwiła. Minął grudzień, mija styczeń – śniegu jak nie było tak nie ma, słońca za to pod dostatkiem. Temperatury iście wiosenne zachęcają do wyjścia z domu, rozruszane mięśnie nie chcą usnąć snem zimowym i domagają się wysiłku. Pod koniec października odwiesiłem co prawda i rower i buty na kołek, kończąc oficjalnie sezon letni – przy takiej pogodzie nie da się jednak wysiedzieć w domu. (Wałbrzych / Chwaliszów / ruiny zamku Cisy)


Tatry ze szczytu Ornaku widziane by iPhone

Kolejna górska opowieść zilustrowana „ajfonowymi” obrazkami. To był naprawdę udany dzień. To był naprawdę udany wyjazd. Po dniu spędzonym na Krupówkach i obserwowaniu zdebilałego, mantrycznie przelewającego się, łażącego w te i nazad, w góre i w dół, tłumu, przyszedł czas na góry. Spacer doliną Kościeliską pozbawił mnie złudzeń w kwestii obuwia: wysokie, mocne buty do wędrówek górskich są przereklamowane. Zdaneim zdecydowanej większości społeczeństwa klapki japonki, popularnie zwane stringami na stopy, w Tatry w zupelnosci wystarcza, po co więc przepłacać… Na szczęście cała ta tłuszcza zakończyła swoją przygodę z taternictwem klapkowym w schronisku na Hali Ornak, skąd my, jak te głupki, bezmyślnie ruszyliśmy w wysokie góry. I warto było… co prawda podejście pod Ornak ze schroniska na hali wydaje się być niekończącą się ścieżką tysiąca stopni, ale panoramy tatr wysokich i zachodnich rozpościerające się ze szczytu warte były każdej wylanej kropli potu.

Powrót do cywilizacji via Dolina Chochołowska, którą pomknęliśmy na złamanie karku na pożyczonych za jedyne 10 zeta rowerach, których stan ram, a przede wszystim hamulców pozostawiał wiele do życzenia, ale dzięki którym zaoszczędziliśmy dobre półtorej godziny nudnego marszu po asfalcie.

Na zdjęciach oczywiście Tatry moje ukochane, ale przede wszystkim dwie przeurocze i przesympatyczne towarzyszki wędrówki, sprawczynie całego pomysłu – Kasia i Dominika.

I ostatni rzut oka na rycerza, co to mu sie od setek lat dupy nie chce z miejsca ruszyc… i do domu.


Deszczowo w Karkonoszach czyli „plener makao” by iPhone

Karkonosze spłynęły wodą. Ukryte za chmurami wyściubiły skrawek nosa i zasmarkały nas deszczem. Plener stracił odrobinę fotograficzny charakter, zamieniając w spotkanie towarzyskie o charakterze makaowym szyderczym. Makao w czasie deszczu – rzecz normalna, za to loża szyderców zwróciła tym razem uwagę na żenujący spektakl pt. Warsztaty obróbki fotografii ślubnej, których mimowolnymi świadkami staliśmy się w sali jadalnej „Strzechy Akademickiej”.

A’propos Strzechy Akademickiej. W rankingu schronisk jego miejsce waha się dramatycznie w zależności od przyjętego kryterium. Pod względem komfortu noclegu – pokoje z łóżkami pamiętającymi pionierów ziem zachodnich i pierwsze wycieczki zakładowe organizowane przez komórki Podstawowych Organizacji Partyjnych plasują Strzechę Akademicką daleko na końcu stawki. Od czasu towarzysza Gomułki poziom schronisk górskich podniósł się zdecydowanie, czego zarządzający Strzechą wydają się nie zauważać. Z drugiej jednak strony…. 🙂 Panie obsługujące za barem rekompensują wszystkie niedogodności noclegowo-toaletowe… Śliczne, więcej niż sympatyczne z uśmiechem zdającym się nie schodzić z ust – zachęcają do ponownych wizyt.


Cmentarz na Pęksowym Brzyzku by iPhone

Była fantastyczna pogoda na fotografowanie. Szaro, deszczowo, mokro… Zalana deszczem, rozgrzana ziemia parowała, otulając figury nagrobne mgłą mistycyzmu i tajemniczości. Niestety – podniosłej atmosfery miejsca ani niepowtarzalnej okazji zrobienia naprawdę ładnych fotografii nie czuła bateria w telefonie, która po zaledwie kilku klatkach odmówiła współpracy i pozbawiając mnie i was, szanowni czytelnicy, okazji do fotograficznego spaceru po zakopiańskiej nekropolii…


Tatry by iPhone


Śnieżne Kotły by iPhone czyli ja pierdykam, ale pizga!!!

Niepomni na zapowiadaną w tivi straszliwą wichurę (wiać miało prawie 140 na godzinę) w sobotę skoro świt wyruszyliśmy w Karkonosze. I bardzo dobrze, bo telewizja łże. Że duło okrutnie to fakt – ale bez przesady – nie 140 na godzinę. Najgorzej było właśnie przy Śnieżnych Kotłach – tam w pewnym momencie na czterech oddalałem się od krawędzi – bałem się, że mnie zdmuchnie – i autentycznie się przestraszyłem.
Przy okazji. Spaliśmy w schronisku na Szrenicy. I śmiało mogę powiedzieć, że jest to chyba najfajniesze schronisko w Karkonoszach. We wszystkich aspektach. Czyste, schludne, z wyremontowanymi toaletami, z przemiłą panią zarządzającą, którą najserdeczniej, w imieniu całej naszej szóstki, pozdrawiam. Rozsądne ceny, porządne porcje zamawianego jedzenia i legendarne naleśniki z jagodami, pyszna kawa i naprawdę miła obsługa – wszystko to stawia to schronisko na pierwszym miejscu naszej listy karkonoskich schronisk.


Chełmiec widziany z Widoczka by iPhone


Stadion by iPhone

Od dawna potrafię wyobrazić sobie, co czuli Niemcy odwiedzający po czterdziestu latach swoje rodzinne Niederschlesien. Byłem rano na Nowym Mieście i podkusiło mnie coś, żeby zajrzeć na stadion, a uczucie beznadziejnego, niemieckiego żalu wróciło ze zdwojoną siłą.
Pamiętam mecz Górnika z Wisła Kraków. Lało cały dzień, lało przed meczem, w czasie i po. Mimo tego na stadionie był komplet. W brei po kostki, strugach deszczu i przy ogłuszającym ryku kibiców Górnik wygrał 5:1.
Ten mecz utkwił mi głęboko w pamięci, choć to jedno z mniej spektakularnych wydarzeń w historii stadionu na Nowym Mieście. Przemawiał na nim Adolf Hitler, przemawiał Lech Wałęsa. Dziś jedyne co do się słyszeć to wredne krakanie kruka, patrzącego obojętnie na ruinę z drapiastych gałęzi drzew, porastających koronę stadionu.
W taki mroźny poranek jak dziś wydać by się mogło, że po tamtych głosach wciąż jeszcze drży powietrze. Niestety – dziś stadion to tylko smętne cmentarzysko wałbrzyskiego sportu i nędzne wspomnienie świetności tego miasta.


Hipstamatic by iPhone

Wszystkie fotki bezpośrednio z iPhonea, bez obróbki, wyostrzania heblowania itp. Sama radość takie fotografowanie 🙂 Kolejno od góry: „Truskawkowe pole”, „Sosenka” i „Yeke Yeke”.