Posts in Category: Black&White

24. listopada 2017

Ćwiczenia straży pożarnej w Starych Bogaczowichach. Podczas symulowanego pożaru kościoła ćwiczone były elementy dojazdu do obiektu położonego w trudno dostępnym miejscu, ewakuacja i pomoc poszkodowanym oraz zapewnienie dostawy odpowiedniej ilości wody. Wałbrzych, 24.11.2017 r. fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych


Rowerem po Dolnym Śląsku – dolina pałaców i Perła Zachodu (6 fot.)

Jeśli ktoś szuka pomysłu na umiarkowanie długą, zupełnie niemęczącą wycieczkę rowerową, to ścieżka rowerowa biegnąca u podnóża Rudaw Janowickich, przez Dolinę Pałaców zwaną Polską Doliną Loary, przez Jelenią Górę, aż do Pensjonatu Perła Zachodu to doskonały wybór. Wystartowałem z Janowic Wielkich, dokąd dojechałem samochodem – jednak z Wrocławia można rower przywieźć pociągiem.

Zamek Wojanów. Wojanów, 2014. fot. Jacek Zych

Zamek Wojanów. Wojanów, 2014. fot. Jacek Zych


Antoniego Em. ścieżka prawdy

Kilkudziesięciometrowa flaga trzymana przez uczestników manifestacji, symbolizująca pas startowy na smoleńskim lotnisku.

Kilkudziesięciometrowa flaga trzymana przez uczestników manifestacji, symbolizująca pas startowy na smoleńskim lotnisku.

Scena rozstawiona na Krakowskim przedmieściu, vis-a-vis pałacu prezydenckiego.

Scena rozstawiona na Krakowskim przedmieściu, vis-a-vis pałacu prezydenckiego.

Uczestnicy manifestacji upamiętniającej katastrofę samolotu prezydenckiego w Smoleńsku w 2010 roku.

Uczestnicy manifestacji upamiętniającej katastrofę samolotu prezydenckiego w Smoleńsku w 2010 roku.

Znicze, flagi i zdjęcia Lecha i Marii Kaczyńskich rozstawione pod bramą Pałacu Prezydenckiego.

Znicze, flagi i zdjęcia Lecha i Marii Kaczyńskich rozstawione pod bramą Pałacu Prezydenckiego.

„Żyleta” na stadionie i manifestacja zwolenników teorii zamachu smoleńskiego na Krakowskim Przedmieściu – ta sama atmosfera, te same zachowania. Ślepa furia, fanatyzm, bezgraniczna agresja. Na moich oczach tzw służba porządkowa pobiła łebka lekce sobie ważącego cały ten histeryczny tłum. Zabrali mu telefon, dostał po pysku i został odprowadzony poza tłum… Ręce kurczowo zaciśnięte na sztycach flag, oczy ślepo wpatrzone w mówców na scenie. Mantrycznie powtarzane słowa: ONI, ZAMACH, WYBUCH, MORDERCY, ZEMSTA… Święta wojna, Allah Akbar!!!!!


Deszczowo w Karkonoszach czyli „plener makao” by iPhone

Karkonosze spłynęły wodą. Ukryte za chmurami wyściubiły skrawek nosa i zasmarkały nas deszczem. Plener stracił odrobinę fotograficzny charakter, zamieniając w spotkanie towarzyskie o charakterze makaowym szyderczym. Makao w czasie deszczu – rzecz normalna, za to loża szyderców zwróciła tym razem uwagę na żenujący spektakl pt. Warsztaty obróbki fotografii ślubnej, których mimowolnymi świadkami staliśmy się w sali jadalnej „Strzechy Akademickiej”.

A’propos Strzechy Akademickiej. W rankingu schronisk jego miejsce waha się dramatycznie w zależności od przyjętego kryterium. Pod względem komfortu noclegu – pokoje z łóżkami pamiętającymi pionierów ziem zachodnich i pierwsze wycieczki zakładowe organizowane przez komórki Podstawowych Organizacji Partyjnych plasują Strzechę Akademicką daleko na końcu stawki. Od czasu towarzysza Gomułki poziom schronisk górskich podniósł się zdecydowanie, czego zarządzający Strzechą wydają się nie zauważać. Z drugiej jednak strony…. 🙂 Panie obsługujące za barem rekompensują wszystkie niedogodności noclegowo-toaletowe… Śliczne, więcej niż sympatyczne z uśmiechem zdającym się nie schodzić z ust – zachęcają do ponownych wizyt.


Cmentarz na Pęksowym Brzyzku by iPhone

Była fantastyczna pogoda na fotografowanie. Szaro, deszczowo, mokro… Zalana deszczem, rozgrzana ziemia parowała, otulając figury nagrobne mgłą mistycyzmu i tajemniczości. Niestety – podniosłej atmosfery miejsca ani niepowtarzalnej okazji zrobienia naprawdę ładnych fotografii nie czuła bateria w telefonie, która po zaledwie kilku klatkach odmówiła współpracy i pozbawiając mnie i was, szanowni czytelnicy, okazji do fotograficznego spaceru po zakopiańskiej nekropolii…


Gary Thomas

Gary Thomas grał chyba ze wszystkimi, z którymi grać jest marzeniem większości muzyków jazzowych. John McLaughlin, Cassandra Wilson, Wallace Roney, Miles Davis, Steve Coleman… masakra jakaś. U nas towarzyszył Adamowi Pierończykowi w koncercie poświęconym Komedzie.

Nie jestem jakimś szczególnym fanem Pierończyka, Komeda jest dla mnie zdecydowanie za ciężki, wiec mimo, że koncert był naprawdę świetny, wyszedłem odrobinę zmęczony…

A.. jeszcze jedno. Słowo do części osób, które pokazały się dziś na koncercie… w zasadzie nie wiem po co… z ciekawości?? Bo dostały darmowe wejściówki??… Nie ważne. Ludzie! Skoro przyszliście na koncert, zdecydowaliście się ruszyć dupy i zaszczycić artystów swoją osobą, to kurza twarz!!! – nie wychodzcie podczas klaskania. Miejcie odrobinę szacunku dla ludzi, którzy dla was grają. Ja wiem, że po koncercie czy spektaklu być pierwszym przy szatni to jest naprawdę coś… Muzycy nie zdążyli nawet wyjść do pierwszego bisu, kiedy 3/4 widowni zdematerializowała się, jakby siedzenia ich gryzły w dupy. No wiocha, nie ma co gadac.


Bill Evans

Staroć, ale pasujący do serii. Bardzo lubię te fotografię, która zrobiłem przed bodaj czterema laty, a jakoś nie pokazywałem jej do tej pory. Evans jechał wtedy z Kijowa, samolot z powodu mgły zamiast we Wro wylądował w Poznaniu – i chłopaki gnali na złamanie karku z Wielkopolski na Dolny Śląsk, kontemplując w tzw „cwiszencajcie” uroki polskich dróg… 🙂

Bill Evans. Świdnica, klub Bolko. Listopad 2007. fot. Jacek Zych. Wszelkie prawa zastrzeżone


Hipstamatic by iPhone

Wszystkie fotki bezpośrednio z iPhonea, bez obróbki, wyostrzania heblowania itp. Sama radość takie fotografowanie 🙂 Kolejno od góry: „Truskawkowe pole”, „Sosenka” i „Yeke Yeke”.


Mokry Kraków

Wystarczyło trochę ponad trzy godziny, żeby w sobotni wieczór znaleźć się na Kazimierzu, w Krakowie, gdzie zadowoleni, uśmiechnięci, z każdą godziną coraz bardziej wylewni ludzie tłoczyli się w małych knajpkach upchanych w obskurnych kamienicach. Im później w noc, tym bardziej wylewność zmieni się w agresję, rozbawione oczy podejdą krwią i ulica Estery spłynie treścią żołądkową wszystkich nacji Europy. Do Krakowa już dawno nie jeździ się szukać spokoju i wytchnienia, tchnienia kultury i powiewu wielkiego świata. Do Krakowa jeździ się na imprezę.

Śniadanie na oszklonym patio „Kolorów” powoli tłumi niemożliwy do zniesienia syndrom dnia poprzedniego – niechybny znak, że wieczór był wyjątkowo udany, godny miejsca. Bułka „watka” i zamarznięta na kość kosteczka masła – zemsta wszystkich hotelarzy świata. Ser, powidła, wędlina. Pozbawione funkcji życiowych kubki smakowe zdają się wracać do formy. Kawa w Alchemii, wielki sagan grzanego wina przyprawionego goździkami i ćwiatką pomarańczy… zawsze ten sam scenariusz. „…30 sekund dzieli jedną od drugiej szklaneczki…” Mózg zaczyna pracować. Znika klamra mieżdżąca skronie. Wielki kawał czekoladowo-wiśniowego tortu przywraca mnie społeczeństwu. Gotów jestem wyjść. Na deszcz, błoto, breję.. 4 godziny po przebudzeniu zaczynam odczuwać potrzebę powietrza.

Kraków płynie błotem i breją pośniegową. W radio zapowiadali intensywne opady śniegu, zawieje i trzaskający mróz. Jeśli jednak tego dnia coś trzasnęło to niestety – tylko prognoza i zamiast tego mamy szary, deszczowy Rynek, jarmark świąteczny, zziębnietych turystów szukających schronienia w Sukiennichach… grupka dziewcząt śpiewa amerykańskie kolędy – co za ironia. Między Silent Night a Jingle bells wplata się niespodziewanie strażak z Kościoła Mariackiego… ratunku!!!! Trzeba wracać!!!


Stajnia

Zmieniają się czasy, zmieniają się okoliczności przyrody – idea stajni pozostaje niezmienna.


Zamek Grodziec


Deszczowo w skałach

W niedziele z kolegą Kedobem pojechaliśmy bezrozumnie do Skalnego Miasta. Bezrozumnie bo było przeraźliwie zimno, a deszcz w pewnym lał grubym strumieniem. Ręce grabiały, wody nalało mi się do rękawów… tyle, że skały w deszczu piękne jak rzadko kiedy… 🙂


Wielka płyta w podczerwieni

EF 50mm, f 11, 5,5 sec., z filtrem infrared.


Wakacyjnie

Wygrzebałem ze śmieci stary obiektyw – Sigmę 17-35 f 2.8-4. Ponieważ ma lekko uszkodzony mechanizm AF, od wielu lat leżał zapomniany u Tomka. Okazuje się, że to jest całkiem przyzwoite szkiełko 🙂 Czasem warto pogrzebać w śmieciach…:)


Spotkanie z Markiem Kamińskim

Niewielu jest ludzi, którym czegoś zazdroszczę. Podróżnikom i globtroterom zazdroszczę odwagi i stanowczości w czasie, kiedy postanowili realizować marzenia. Wiary i stanowczości, których mi kiedyś zabrakło… Zazdroszczę im tego, że mają co wspominać. Bo jak strasznie nudnym i ponurym jest życie bez przygód, o których później można opowiadać. Dla przypomnienia za wikipedią: Marek Kamiński polski polarnik, podróżnik, żeglarz. Pierwszy i jedyny człowiek na świecie, który zdobył oba bieguny Ziemi w ciągu jednego roku bez pomocy z zewnątrz: 23 maja 1995  roku wraz z Wojciechem Moskalem dotarł na biegun północny, a 27 grudnia 1995  roku zdobył samotnie biegun południowy.

(…) Mówimy o wojnach w dalekich krainach,
Zmyślamy, bogactwa zdobyte, stracone,
Słuchają, jak mszy, dolewają nam wina,
I dziewki przysiada się też, ośmielone,
Do ognia dorzuci przebiegły gospodarz:
Noc długa korzyści mu doda.

Rozgrzani, snujemy niezwykłą opowieść
Zazdroszcząc im tego, że tacy ciekawi,
Choć mają, co każdy powinien mieć człowiek,
A za – byle co – już gotowi zastawić
By włóczyć się, szukać i błądzić, jak my
I żyć bez pór roku, bez nocy i dni.


Praga ze wzgórza widziana


Tatry ad 1989

Ostatni raz byłem w Tatrach chyba z 10 lat temu. Powiedziałem sobie wtedy, że to już ostatni raz wszedłem na Zawrat, że ostatni raz przebijałem się przez dziką tłuszczę blondynek w klapeczkach i łysych kolesi w adidaskach. Wiem, że trochę przesadzam, ale pamiętam Tatry zupełnie inne.. puste, nie zadeptane. Pamiętam Tatry jakich dziś nie widać… w zasadzie niczego nie widać, spod zbitego tłumu turystów. I szkoda, kutfa, bo Tatry są jak narkotyk… bardzo trudno się od nich uwolnić.

Fotki odrobine parchate, skanowane z odbitki wykonanej na papierze jedwabistym (kto jeszcze dziś pamięta co to był za wynalazek ten papier jedwabisty- hehehe).

1. Widok z Koziej Przełęczy na południowy wschód: część Doliny Pięciu Stawów – Wielki  Staw, Wole Oko i kawałek Przedniego Stawu. W tle Miedziane, Mięguszowiecki Szczyt i w chmurach ukryte Rysy.

2. Gdzieś pomiędzy Kasprowym Wierchem a Liliowym… Może w okolicach Przełęczy Suchej? Na zdjęciu Magda Dębska, Kasia Konikowska, Jarek Michałek, Jacek …… (?), nogi i ręka – chyba Krzyśka Laskowskiego i kawałek brzucha – chyba Adasia Lichoty.

 3. Schronisko Na Hali Kondratowej. Tak, był taki czas, że można było tam normalnie wejść. Na zdjęciu Magda, Jarek, Krynio i Adam.


Alchemicy

Weekend upłynął pod znakiem krakowskich tańców, hulanek i swawoli. Jak przystało na serce Galicji zeżarliśmy ukraiński obiad zapity z całą pewnością przepysznym, choć z lekka zestarzałym już, czarnym Obolonem. Wieczorem, w Alchemii, posłuchaliśmy Jaśka Radka w Królowej Nocy… A potem to już było z górki… aż do świtu, który nadszedł nadspodziewanie szybko i niespodziewanie… Na zdjęciu Janusz Radek i Halina Jarczyk.

O samym Krakowie nie będę już pisał, bo co miałem do powiedzenia powiedziałem tu. Zima, a właściwie obrzydliwy przednówek zdecydowanie nie dodał uroku miastu, więc wrażenia estetyczne pozostają niezmienne.


Ostatnie wspólne…

Zrobiłem te fotografię w kwietniu, w wielkanoc 2009 roku, w Dworzysku. Kiedy tak staliśmy uśmiechnięci i rozbawieni do głowy mi nie przyszło, że to ostatnie takie zdjęcie w tym miejscu i ostatnia fotografia ludzi w tym składzie. W jakiż przedziwny sposób życie potoczyło się od tamtego czasu. A dziś… dziś przyszła bardzo zła wiadomość… Fotografujmy się. Fotografujmy się uśmiechnięci i weseli. Bo tylko to po nas zostaje.

 


Got mit uns

Warszawa – Nowy Świat. Nokia E65.


Janusz Radek vol. 2


Krwawy Feliks

W cieniu topoli, z tyłu pałacu, stoi „Krwawy Feliks”. Zdjął binokle i patrzy, mrużąc oczy, na skąpany w słońcu ogród, wypatrując Włodzimierza Iliicza… Czy aby nie nadchodzi. Czeka cierpliwie. Wczoraj wieczorem prosił Lenina o spotkanie… a Krwawemu Feliksowi nikt nie odmawia. Nawet Lenin.

Dziś już mało kto wie, kim był, mało kto pamięta, że jego imieniem nazywano maista, fabryki, parki, place, szkoły, ulice i, gdyby nie okoliczności zrozumiałe – pewnie nawet toalety dworcowe byłyby pod jego patronatem. Jednym skinieniem ręki odbierał życie, jednym zmarszczeniem brwi unicestwiał całe wioski. Za dobroduszną twarzą wujaszki Iwana krył się jeden z największych potworów XX wieku, Wielki Inwizytor Związku Radzieckiego – Feliks Dzierżyński. To już jeden z ostatnich, ocalałych pomników wielkich Tamtego Świata… Piękny. Monumentalny. Dziś już takich się nie robi.


wypalanie


Frank Parker jr project – JAZZ INSIDE

Koncert był bardzo. Bardzo pod każdym względem. Bardzo czarno-biały, jak czarna bluzka Kasi Mirowskiej odsłaniająca alabastrowe ramiona, czarny jak Frank Parker, biały jak nastrojowa kołysanka Wojciecha Klilara, którą Kasia zaśpiewała tak, że mi włosy na karku stanęły dęba… To jeden z tych koncertów, które zakrzywiają czas przestrzeń pozostawiając nienaruszoną… i mrugnąwszy jedynie okiem zdajesz sobie sprawę, że nagle nadszedł koniec…

 


Willa księżnej Daisy von Pless

W tej willi, w centrum Wałbrzycha, 29 czerwca 1943 roku o godz. 19,30 zmarła Księżna Maria Teresa Oliwia Hochberg von Pless, znana jako Księżna Daisy. Wysiedlona z zamku Książ przez Niemców, nigdy nie pogodzona z przemocą i nazizmem, zmarła samotnie daleko od cywilizowanego świata. Jako przyczynę zgonu podano zatrzymanie krążenia. Do niedawna nie była znana dokładna data śmierci księżnej. Udało się jednak odnaleźć w archiwach wałbrzyskiego kościoła ewangelicko-augsburskiego autentyczny akt zgonu księżnej.

Pochodziła ze znanej rodziny Cornwallis-West. Najstarsza córka pułkownika Williama Cornwallis-Westa i Marii Adelajdy Virginii Eupatorii z domu FitzPatrick. Była blisko związana z dworem króla Edwarda VII i Jerzego V. Jej brat Jerzy był ojczymem Winstona Churchilla. Uważana za jedną z najpiękniejszych kobiet swojej epoki.

8 grudnia 1891 r. poślubiła majętnego księcia pszczyńskiego Hansa Heinricha XV Hochberga. Ślub odbył się w londyńskim Opactwie Westminsterskim, a świadkiem był Edward, ks. Walii.

Małżeństwo Daisy i księcia von Pless przetrwało tylko do 1923 roku (ponoć do rozwodu przyczyniła się plotka o jej związku z cesarzem Wilhelmem II). Książę ponownie ożenił się z młodą arystokratką hiszpańską Klotyldą Silva y Candanamo.

Już podczas I wojny światowej Daisy pomagała rannym żołnierzom w szpitalu polowym, pomagała żołnierzom niezależnie po której stronie walczyli. Słała apele do rządów o ludzkie traktowanie jeńców wojennych. Pracowała w pociągach sanitarnych na frontach serbskim, francuskim i austriackim. Fakt ten, jak i jej angielskie pochodzenie sprawiły, że próbowano zakazać jej działalności charytatywnej.

Według relacji córki stajennego Hochbergów, Daisy pierwotnie pochowano w mauzoleum rodzinnym znajdującym się w parku zamkowym. Po splądrowaniu grobowca przez żołnierzy Armii Czerwonej (trumnę księżnej rozłupano), służący postanowili przenieść jej szczątki w bezpieczniejsze miejsce.

Księżna początkowo spoczęła w parku, niedaleko mauzoleum, jednak świeży grób na tyle zwracał uwagę czerwonoarmistów, że ostatecznie, pod osłoną nocy, przeniesiono zwłoki na parafialny cmentarz ewangelicki w Szczawienku (Nieder Salzbrunn).

W latach osiemdziesiątych XXw. podzielił on losy wielu innych niemieckich nekropolii z terenu Dolnego Śląska: został zrównany z ziemią, bez przeniesienia znajdujących się na nim szczątków, a później wybudowano tam osiedle domów jednorodzinnych. Przez kilkadziesiąt lat miejsce pochówku księżnej utrzymywano w ścisłej tajemnicy. Sekret został ujawniony dopiero niedawno, za zgodą wnuka Daisy, księcia Bolka Hochberga von Pless.