Monthly Archives: Listopad 2014

Przed egzaminem

W wielkim, obcym mieście zabłąkana melomanka podchodzi do taksówkarza i pyta: „przepraszam pana, jak trafić do filharmonii?” Taryfiarz na to bez chwili zastanowienia odpowiada: „ćwiczyć, kochana, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć! „

Do planu zajęć uczniów szkół muzycznych poza „normalnymi” lekcjami dochodzi kilka przedmiotów muzycznych: kształcenie słuchu, rytmika, audycje muzyczne oraz oczywiście instrument to tylko niektóre z nich. Już od drugiej  klasy szkoły podstawowej na zakończenie każdego semestru nauki uczniowie zdają egzamin z gry na instrumencie. Wynik tego egzaminu decyduje o tym, czy uczeń może kontynuować naukę w szkole muzycznej. Niezaliczenie go, nawet przy najlepszych wynikach w nauce, powoduje automatyczną relegację ucznia ze szkoły muzycznej. Już na kilka tygodni przed końcem semestru Asia spędzają każdą wolną na ćwiczenie zadanych utworów.

Asia (10 l.) ćwiczy preludium Bacha przed zbliżającym się egzaminem semestralnym. Walbrzych, listopad 2014. Fot. Jacek Zych

Asia (10 l.) ćwiczy preludium Bacha przed zbliżającym się egzaminem semestralnym. Walbrzych, listopad 2014. Fot. Jacek Zych


Życie bez życia on-line. Bez możliwości wymiany słowa ze znajomymi. Bez drobnych kpin, drwin, potyczek słownych. Analogowe życie z rodziną jest nie do zniesienia.


Manufaktura czekolady

Ulica Szewska w Krakowie to kilkusetmetrowy fragment łączący Rynek z Plantami. Nazwa ulicy wiąże się z XIV wieczną Bramą Szewską „Sutorum”, zamykającą trakt od strony południowej. Leżąca z dala od głównego traktu wylotowego z miasta, zwykle pozostawała zamknięta. Sporadycznie otwierano jedynie furtę dla pieszych. To tam, w renesansowej kamienicy pod Barankiem znajduje się czekoladowa kraina bajek – krakowska Manufaktura czekolady. Dzień w dzień powstają tam czekoladowe, ręcznie robione cuda – pralinki, tabliczki, płaskorzeźby, figurki… Zwiedzając krakowski Rynek warto skęcić na chwilę w tę niewielką uliczkę, by choć na chwilę dać się porwać czekoladowemu szaleństwu.

Wzorując się na fotografii z folderu reklamowego artystka rzeźbi w tabliczce czekolady płaskorzeźbę. Manufaktura Czekolady, Kraków, listopad 2014. fot. Jacek Zych

Wzorując się na fotografii z folderu reklamowego artystka rzeźbi w tabliczce czekolady płaskorzeźbę. Manufaktura Czekolady, Kraków, listopad 2014. fot. Jacek Zych


Zapiekanki na Kazimierzu

Można je kupić 24h na dobę. Zapiekanki o stu smakach, w gigantycznych rozmiarach, z najbardziej egzotycznymi dodatkami jakie tylko można sobie wyobrazić. Zapiekanki na Kazimierzu, na Placu Nowym. Ostatnia deska ratunku, kiedy o 3 nad ranem wracasz do hotelu, czując po równi nieznośną lekkość ducha i równie nieznośne ssanie w żołądku. Jeden niewielu już reliktów niechlubnej gastronomicznej historii Polski, naznaczonej kwaśnym smakiem katchupu Tortex, tanich pieczarek i wyrobu seropodobnego.

Młodzi ludzie pod barem z zapiekankami. Kazimierz, Kraków, listopad 2014. fot. Jacek Zych

Młodzi ludzie nocą pod barem z zapiekankami na krakowskim Kazimierzu. Kraków, listopad 2014. fot. Jacek Zych


Parafrazując słowa piosenki: „tyle lat gram, co z tego mam? (…) Nie dla mnie splendor i sława, nie dla mnie ta cała zabawa”. Kończę bloga. Informwcję tę zamieszczam dla tych kilku osób, które tu jeszcze zaglądają. Nigdy nie byłem zwolennikiem angielskich wyjść. Kończę przygodę z blogiem, ponieważ przestałem widzieć sens w tym, co robię.
Przestałem dostrzegać sens bycia gdziekolwiek. I robienia czegokolwiek. Ten blog to 7 lat mojego życia. Opisanych, sfotografowanych. Kiedyś miałem nadzieję, że można myślą zilustrowaną fotografią zainteresować innych. Poruszyć, wzruszyć rozbawić… Dziś dotarło do mnie w pełni, że w tym momencie swojego istnienia nie jestem w stanie zainteresować nikogo niczym. Nie widzę sensu w działaniu dla samego działania. Bez widocznego celu. Po zamknięciu konta facebookowego to kolejny krok w kierunku niebytu. Na razie wirtualnego.

Bloga będę kontynuował do końca roku – po pierwszym stycznia 2015 nie napiszę: „do zobaczenia, do jutra”. Bardziej na miejscu będzie: „Bywajcie, to było fajnych siedem lat”.

Jacek


Samotni wśród tłumu

Że życie dzisiaj pędzi z zawrotną prędkością nikomu nie trzeba mówić… mało kto ma czas by zatrzymać się i pogadać z przypadkowo spotkanym znajomym, dobrze jest jeśli w ogóle oboje się zauważą. Zwyczajne spotkania żeby pogadać nawet z bliskimi planujemy otwierając kalendarz. Już raczej nikt nie mówi: „wpadnę do Ciebie jutro”, bo przecież w ten sposób nie wypada, bo można się narzucać, wprawiać innych w zakłopotanie… Niby tyle ludzi, tyle spotkań, ale człowiek ciągle samotny…

Dorota i Tomek wieczorem na ulicy Floriańskiej w Krakowie. Kraków, listopad 2014. fot. Jacek Zych

Niedzielna wycieczka do Krakowa. Dorota i Tomek przystanęli na chwilę w tłumie przechodniów. Kraków, ul. Floriańska, listopad, 2014. fot. Jacek Zych