Monthly Archives: Grudzień 2012

Fotografowałem górala…

Dziś zmarł Władysław Trebunia Tutka – jeden z najbardziej znanych i rozpoznawalnych polskich górali. Byłem chyba ostatnim z fotografów mających okazję i zaszczyt portretować pana Władysława. Odwiedziłem dom Państwa Trebuniów latem 2011 roku. Mały, drewniany domek tuż przy drodze do Zakopanego – choć zupełnie z niej niewidoczny. Spędziłem w domu Państwa Trebuniów zaledwie kilka godzin – dość, żeby poczuć niedosyt, zdecydowanie zbyt mało, żeby poznać.

Brał udział w około 35 wystawach zbiorowych i 25 wystawach indywidualnych w kraju i za granicą. Prezentował swe prace w Belgii, Holandii, Francji, Niemczech, Szwecji, Hiszpanii, Rosji, Kanadzie i USA. Uprawiał projektowanie tkanin, malarstwo sztalugowe, witrażowe, malarstwo na szkle, kompozycje ścienne, pastel, olej, gwasz. Prace olejne i na szkle zakupiono do wielu kolekcji europejskich i amerykańskich, a malowidła i kompozycje ścienne Władysława Trebuni zdobią instytucje i domy prywatne.

Na całym Podhalu można znaleźć<;a wiele śladów działalności plastycznej Władysława Trebuni-Tutki: oryginalna polichromia w kościele parafialnym w Poroninie, kompozycje o tematyce sakralnej w kościołach w Skrzypnem, Wielkim Cichem, Gliczarowie, Murzasichlu, kaplicy w Białym Dunajcu i Stasikówce, również wnętrza kościołów w Skrzypnem oraz Bańskiej Górnej – we współpracy z synem Krzysztofem – architektem. Witraże artysty "Święci Polscy" można podziwiać w kościele parafialnym w Skrzypnem, a "Dwunastu Apostołów" w kościele ojców Salwatorianów w Zakopanem.

Władysław Trebunia-Tutka był jednym z najwybitniejszych góralskich "prymistów" (w muzyce góralskiej grający pierwsze skrzypce) i niekwestionowanym autorytetem dla wielu pokoleń górali w dziedzinie kultury tradycyjnej. Już jako trzynastoletnie dziecko "prymował" w kapeli swoich starszych braci zyskując drugą nagrodę w Konkursie Muzyk Podhalańskich w 1955 roku i nagrodę indywidualną na Światowym Festiwalu Młodzieży w Warszawie w tym samym roku. Zdobył też najwyższe laury w dziedzinie tradycyjnej muzyki ludowej m.in. "Basztę" w Kazimierzu w 1991 roku z Kapelą Rodzinną Trebuniów-Tutków z Poronina.

Niemal do końca swojego życia koncertował z zespołem rodzinnym Trebunie-Tutki, założonym i prowadzonym przez jego syna Krzysztofa. Trebunie-Tutki nie tracąc nic ze swojego góralskiego charakteru, przeszli ewolucję od kapeli góralskiej po zespół koncertujący na największych festiwalach Muzyki Świata w Europie, Azji i Ameryce Północnej oraz reprezentujący Polskę m.in. na EXPO w Portugalii i Japonii.

Ostatnio zostali uhonorowani tytułem "Ambasador Polszczyzny" za "autentyzm gwary wykorzystywanej w twórczości zespołu" i nominacją do nagrody polskiej Akademii Fonograficznej Fryderyk 2009 za album "Songs of Glory, Pieśni Chwały", nagrany z jamajską gwiazdą roots reggae Twinkle Brothers.

Władysław Trebunia-Tutka był wielokrotnie odznaczony m.in. medalem Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego "Zasłużony dla Kultury Gloria Artis", Nagrodą im. St. Witkiewicza oraz prestiżową Nagrodą im. Oskara Kolberga.

Z wyrazami głębokiego żalu i współczucia dla całej rodziny.

Jacek


Ernest Bryll

„Dwa. Dwa zdjęcia i koniec” – usłyszał Jacek Poręba od Marka Edelmana, fotografując go do obszernego artykułu, jaki ukazał się w Przekroju.

„Ernest nie lubi portretów”. tyle usłyszałem ja od Marcina Stycznia, kiedy jechaliśmy do warszawskiego domu Ernesta Brylla – jednego z największych współczesnych polskich poetów, lingwisty, dyplomaty, dramaturga, kawalera Orderu Odrodzenia Polski. No to świetnie – pomyślałem, przypominając sobie historię Poręby. To nie popracuję za zbytnio. Z duszą na ramieniu stanąłem u furtki domu na Mokotowie. Dzwonek, brzęczyk – w drzwiach stanął pan Ernest Bryll. Co człowiek czuje stając oko w oko i ściskając rękę człowiekowi legendzie, o którym uczył się w szkole? „Stary, nie spierdol tego!” – to jedyna myśl jaka mi wtedy kołatała w głowie.

Wykorzystałem jedynie światło zastane. Przez wielkie okno wpadało miękkie, zimowe światło, dodatkowo przefiltrowane przez gąszcz roślin doniczkowych stojących na parapecie. Dolny poziom salonu tonął w mroku, wykorzystałem więc żyrandol do rozświetlenia pomieszczenia. Żółte światło żarówek zalało złotym blaskiem tło, podkreślając ramy obrazów i purpurę stor zasłaniających okno. Pan Ernest usiadł w swoim fotelu… a ja słyszałem, jak wielki kamień spadał mi z serca, kiedy naciskałem raz za razem spust migawki.

Ernest Bryll. Warszawa, grudzień 2012. Fot. Jacek Zych, Wszelkie prawa zastrzeżone

Ernest Bryll. Warszawa, grudzień 2012. Fot. Jacek Zych, Wszelkie prawa zastrzeżone