Monthly Archives: Lipiec 2011

Deszczowo w Karkonoszach czyli „plener makao” by iPhone

Karkonosze spłynęły wodą. Ukryte za chmurami wyściubiły skrawek nosa i zasmarkały nas deszczem. Plener stracił odrobinę fotograficzny charakter, zamieniając w spotkanie towarzyskie o charakterze makaowym szyderczym. Makao w czasie deszczu – rzecz normalna, za to loża szyderców zwróciła tym razem uwagę na żenujący spektakl pt. Warsztaty obróbki fotografii ślubnej, których mimowolnymi świadkami staliśmy się w sali jadalnej „Strzechy Akademickiej”.

A’propos Strzechy Akademickiej. W rankingu schronisk jego miejsce waha się dramatycznie w zależności od przyjętego kryterium. Pod względem komfortu noclegu – pokoje z łóżkami pamiętającymi pionierów ziem zachodnich i pierwsze wycieczki zakładowe organizowane przez komórki Podstawowych Organizacji Partyjnych plasują Strzechę Akademicką daleko na końcu stawki. Od czasu towarzysza Gomułki poziom schronisk górskich podniósł się zdecydowanie, czego zarządzający Strzechą wydają się nie zauważać. Z drugiej jednak strony…. 🙂 Panie obsługujące za barem rekompensują wszystkie niedogodności noclegowo-toaletowe… Śliczne, więcej niż sympatyczne z uśmiechem zdającym się nie schodzić z ust – zachęcają do ponownych wizyt.


Thomas Celis Sanchez

Thomas Celis Sanchez. Meksykanin od 15 lat mieszkający w Polsce, jeden z najlepszych i najbardziej rozpoznawalnych przeszkadzajkarzy i bębniarzy w Polsce. Anna Maria Jopek, Raz Dwa Trzy, Martyna Jakubowicz, Wojciech Jagodziński, Zakopower, Jan Trebunia-Tutka… to tylko drobny ułamek artystów, z którymi Thomas koncertował i nagrywał płyty. Do wykonania portretu udało mi się namówić go kilka dni temu w Lubrzy, w studio nagraniowym Recpublica, podczas nagrywania nowej płyty Jana Trebuni-Tutki i zespołu JazGot.

Thomas Celis Sanches. Lubrza, 2011. fot. Jacek Zych


Buszujący (oni) w zbożu

Przez chwilę zapomniawszy o moim uczuleniu na wszelkiego rodzaju trawy i zboża wpadłem na „genialny” pomysł zabrania Daniela i Pauli w okoliczne łany pszenicy. Krótka, półgodzinna sesja zakończyła się kilkoma przyzwoitymi klatkami i nogami swędzącymi przez następne 3 dni.. 🙂 Na szczęście kilkanaście minut później zażyłem fantastycznego antyalergena, w smaku do złudzenia przypominającego doskonałe, półwytrawne, francuskie wino (z gatunku tych droższych niż za 7,50), w którego szczęśliwym posiadaniu znaleźli się zupełnie przypadkiem „młodzi”…


Cmentarz na Pęksowym Brzyzku by iPhone

Była fantastyczna pogoda na fotografowanie. Szaro, deszczowo, mokro… Zalana deszczem, rozgrzana ziemia parowała, otulając figury nagrobne mgłą mistycyzmu i tajemniczości. Niestety – podniosłej atmosfery miejsca ani niepowtarzalnej okazji zrobienia naprawdę ładnych fotografii nie czuła bateria w telefonie, która po zaledwie kilku klatkach odmówiła współpracy i pozbawiając mnie i was, szanowni czytelnicy, okazji do fotograficznego spaceru po zakopiańskiej nekropolii…