Monthly Archives: Październik 2010

Leningrad – Mariusz Kilian i Tomek Mars w Imparcie

„Fiodor, Fiodor – ja wczoraj usłyszałem, że alkohol składa się z atomów… no myślałem, że się zerzygam…”
Widziany po raz kolejny… -nasty??? spektakl… Przypomina nieustannie, ze były takie dwa… może trzy lata. Czas oznaczony permanentnym syndromem dnia poprzedniego – takim samym wszędzie – czy to w Srebrnej Górze, Berlinie, czy na Hali Szrenickiej. Zamiast Fiodora było Kościszcze, była Chalyna, Łankin i spółka. Niekończące się imprezy, z których jedna przechodziła w drugą. Oglądając Leningrad nie mogę oprzeć się wrażeniu deja vu. Że ja już to gdzieś widziałem.
Podobno to już koniec Leningradu w Imparcie. Szkoda.


Tomek T.


dtp service

Popołudniowe fotografowanie przedwyborcze… i jego skutki. KLIENCIE! Zanim nas odwiedzisz, zastanów się 3 razy! Twoja decyzja może za sobą pociągnąć nieodwracalne zmiany w świadomości… hehehhe


Żaneta i Paweł


Czarodziejska chata

Ostatnich kilka dni to intensywna praca w Czarodziejskiej chacie – gdzie fotografowaliśmy jedzenie i wnętrza. W odpowiedzi na liczne pytania dotyczące Czarodziejskiej Chaty informuję, że:

1. Czarodziejska chata znajduje się w Jedlinie, tuż obok całorocznego toru saneczkowego i parków linowych.
2. Jeszcze nie jest czynna – oficjalne otwarcie ma być w tę (9.10.2010 r.) sobotę,
3. Jedzenie naprawdę jest tam wyśmienite – moim zdaniem przykrywa czapką WSZYSTKIE knajpy w okolicy,
4. Szacowane ceny są bardzo przyzwoite – chyba na kieszeń każdego, kto myśli o tym żeby wyjść na obiad do knajpy…


Kiczem po oczach czyli nocą dookoła Ostrowa Tumskiego

Wybraliśmy się z kolegą Kedobem na wieczorne fotografowanie. Mnie w zasadzie interesowały krzaki obrastające ściany Muzeum Narodowego. To już ostatnie chwile zieleni na murach – potem liście spadną i dupa… Kiczowato-cukierkowe nasze kadry były okrutnie. Ale co tam… Postanowiliśmy kontynuować nasz spacer… Na placu Katedralnym musiałem wytężyć siłę woli do do granic wytrzymałości, żeby nie fotografować katedry – no przynajmniej dosłownie… silnej woli nie stało mi już jednak na przekiczowaty Most Tumski. Wracając zatrzymaliśmy się jeszcze, żeby pochylić się nad karmelowymi wyziewami z Cadbury… no i już… 🙂
To, co zostało mi po tym wieczorze to chęć popstrykania budynków nocą – całe Śródmieście Wro jest pięknie podświetlone – aż się prosi o wieczorno-nocne fotki. I to jest plan na następne pół roku 🙂