Monthly Archives: Wrzesień 2010

Deszczowo w skałach

W niedziele z kolegą Kedobem pojechaliśmy bezrozumnie do Skalnego Miasta. Bezrozumnie bo było przeraźliwie zimno, a deszcz w pewnym lał grubym strumieniem. Ręce grabiały, wody nalało mi się do rękawów… tyle, że skały w deszczu piękne jak rzadko kiedy… 🙂


Żarcie, że hoho!

Fotografowałem jedzenie do karty menu i strony www w Jedlinie, w Czarodziejskiej Chacie na Czarodziejskiej Górze, przy torze saneczkowym i parku linowym. Fotografowałem i jadłem – jadłem i fotografowałem. Już dawno nie spędziłem tak mile dnia w pracy 🙂


Szczypta Krymu

Targ rybny w Ałuszcie na Krymie. Wielkości małego osiedla mieszkaniowego. Nie tak potężny jak Targ Siódmego Kilometra w Odessie, ale na tyle duży, żeby po pół gdzinie przebywania tam przesiąknąć na wskroś zapachem suszonych ryb. Tak, suszonych – nie wędzonych, pieczonych, smażonych. Przepis przygotowania jest banalnie prosty – bierzesz rybę za ogon i sru!!! o kant czegokolwiek. Potem, w zależności od humoru rybę się patroszy lub nie – na koniec w całości w sól i na słońce, na którym nabiera konsystencji paska od spodni. Wielki przysmak Ukraińców. Masakra dzieje się, kiedy w pociągu plackartnym (taki nasz tramwaj, tylko z miejscami leżącymi, bez zamykanych przedziałów) pasażerowie wyjmą te ryby, jajka, zzują kamasze i zapiją to wódka typu Odessa za niecałe 12 Hr. za flaszkę…

Jałta. Śródziemnomorski klimat, podobna roślinność. Góry od samej prawie plaży strzelające na prawie kilometr w górę… No i Włodzimierz Lenin – na Ukrainie ciągle żyw… 🙂


Skałka