Monthly Archives: Wrzesień 2009

Historia kilku oświadczeń

Był pogodny, ciepły wieczór. Znużony upałem dzień znikał umykając chyłkiem, kiedy w Galerii Pełnej Fotografii otwierano kolejną wystawę. Tłoczący sie w koło Artystów tłumek ciekawskich kiwając głowami mamrotał pod nosem słowa pochwały lub nagany. Wystawa miała stać się dla Młodych Adeptów Sztuki krokiem na drodze do kariery i wielkiej sławy. Zdjęcia były. Tyle o nich można powiedzieć. Na obrazkach Wałbrzych – brudny, biedny, bezrobotny… Wałbrzych podwórkowy i ten zza węgła… Ekspresyjny projekt dwóch chłopaków, ktorzy sięgnęli po najbardziej oklepany na  świecie temat fotografii – biedę. I słusznie – bo Wałbrzych jest biedny – ponad 50 tysięcy ludzi żyje w skrajnej nędzy, często bez dostępu do wody, kanlizacji.. Trudno uwierzyć? A jednak. Takie też były te zdjęcia.

I pewnie byłyby sobie przeszły bez większego echa, gdyby nie Znany Fotograf, który, w odróżnieniu od reszty gapiów, zakrzyknął głośno HAŃBA!! Gdyby miał szablę, pewnie wzorem Olbrychskiego zdzieliby parę razy bez łeb najpierw fotografie, a potem może i artystę jednego z drugim, bo nie dość, że nie tutejsi (z Tarnowa znaczy), to śmieli głośno powiedzieć „król jest nagi!!” O nie! Nie będzie Tarnowianin nieletni pluł nam w twarz! To nasza bieda, nasze podwórka obesrane i zasyfiałe – i tylko my będziemy decydowali co pokazywać, a co nie.

Nastał nowy dzień, a wraz z nim w głowie Tej, Której Wydaje Się, Że Jest Dyrektorem, imperatyw: ZAMKNĄĆ! UKRYĆ! NIE POZWOLIĆ OGLĄDAĆ! PRECZ!… Jednocześnie słowa Znanego Fotografa w wielkim świecie internetu dotarły do wielu. Wielu zakrzyknęło hola! hola!… cenzura! hańba! permanentna inwigilacja niemalże… Ku końcu nowego dnia nic nie było już takie jak było rano. Zamknięte na głucho drzwi Galerii Pełnej Fotografii odbijały echem słowa świtego oburzenia, Zanany Fotograf trwał, a nędzne fotografie urosły do rangi prac z Salonu Odrzucnych. I nie miało zupełnie znaczenia, że były przeciętne. Ważne, że zostały odrzucne.

 

Pierwsze OŚWIADCZENIE wystosował Drugi Wielki – do tej pory stojący w cieniu, szara eminencja, jeden z zastępców PIerwszego Wszechmogącego. „MY wiemy, że jest bieda. My wiemy, że nie jest dobrze… ale w ogólnym zarysie i perspektywie, przez szeroki pryzmat miasta widzimy piękno… i tego piękna jest na tyle dużo, że biedy pokazywać nie trzeba, a nawet nie powinno się. Powiedzmy szczerze! Wichrzyciele i wrogowie próbują podważyć trud naszych osiągnięć! A na to pozwolić nei możemy!”

Kolejny był Ojciec założyciel, który nie wierzył, przypominał, upominał się… Ojciec założyciel nie bardzo wiedział chyba czy się postawić – walnąć pięścią w stół, jak mężczyźnie przystało, i tym samym podpisać samemu sobie wypowiedzenie i zerwanie z Galerią ostateczne i definitywne, czy też położyć uszy po sobie i trwać, udając, że gówno to papu.

Głos zabrałem i Ja. Totalitarnym praktykom mówie nie! Jakem Jacek Karlos – gadać z tymi co usta innym zamykają  – nie chce. Koszuli na progu rwał nie będę, ale ZDRADA krzyknę głośno i wyraźnie, podpisując się podeń woim nazwiskiem. Było to trzecie oświadczenie w ciągu dwóch dni, które stworzyło, jak się okazało sytuację zupełnie bez precedensu. Nawet oddanie do użytku mostu, którego nie ma i nigdy nie było, nie wzbudziło tylu publicznych oświadczeń co ta sprawa. Myliłby się jednak ten, któ myśli, że na tym koniec.

Biedzie w naszej Galerii mówimy zdecydowane NIE! Dziwię się niektórym, że w działaniach mających na celu umacnianie pozytywnego wizerunku naszego miasta dopatrują się elementów bardziej odpowiadającym wrogim ekstremom, pragnącym skłócić lokalne społeczeństwo i brać fotograficzną, zamiast widzieć jasne i pozytywne strony działania, które to Wódz Nasz Jedyny i Jego Świta z takim trudem starają się nam zorganizozwać. Dlatego oświadczamy, że wszyscy, którzy myślą inaczej niż my, uznane zostają za persona non grata w naszych skromnych progach. Tak mówię ja – Ta, Której Wydaje Się, Że jest Dyrektorem.” Cztery grzyby w barszczu to za dużo – a czwarte oświadczenie zaczynało sprawę czynić karykaturalną

I co z tego? W zasadzie nic. Ojciec Założyciel przełknął łyżkę dziegciu, Ta, Której Wydaje Się, Że jest Dyrektorem trwa nieugięcie w swojej wierze – a Wielki Drugi o sprawie zdążył już dawno zapomnieć. Mnie cała sprawa strzykała pod łokieć, może oprócz faktu jawnego cenzurowania treści interwencji nie wymagających. Zbulwersował mnie fakt jawnego, na oczach dziesiątków tysięcy mieszkańców, mieszania kultury z polityką i uzależniania bytu placówki od widzimisię Drugiego Wielkiego.

Mijały dni.  O sprawie i chyba o tym, co powiedział, zapomniał też Znany Fotograf. Pełen niefrasobliwości opublikował na łamach jedneo z Lokalnych Żródeł Informacji zdjęcia Niewielkiego Miasteczka… niby reportaż  – ale to za dużo powiedziane – ot fotki jakich wiele. Ale nie cudnej urody landszafciki, nie katalogowo-cukierkowe fotografie reklamowe… Ten, który grzmiał o obrażaniu uczuć lokalno-patriotycznych, o mnogości spojżeń na miasto, o wielu cudnych miejscach godnych sfotografowania – który zarzucał niedojrzałość spojrzenia, subiektywność i jednostronność fotografii pokazujących wałbrzyską biedę – sam po takie środki sięgnął… pokazał miasteczko biedne, trwające na granicy ubóstwa… Stary, obsypujący się tynk. Gacie i skarpety suszące się na sznurach rozciągnięty pomiędzy zrujnowanymi kamienicami. Pisząc – detale miasteczka potrafią mnie zaskoczyć – pokazał nam sfotografowane z zaskoczenia stare otwieracze do piwa sennie dyndające na zardzewiałym gwoździu wystającym z muru…

Swoim zwyczajem skomentowałem. Nie, żeby jakoś obraźliwie. Lokalne Żródło Informacji uchyliło się jednak i po raz kolejny w tym tygodniu ujrzałem wyciągnięty w swoją stronę brdny palec cenzury… Przez chwilę zastanawiałem się, czy żyję w wolnym kraju czy na Białorusi. Zagadnąłem przechodnia – okazało się, ze jednak w Polsce.

Bach!!! Dziś jak grom poraziło mnie PIĄTE!!!! oświadczenie – tym razem Znany Fotgraf zapragnął coś światu oświadczyć. No ludzie kochani – toż to konferencję prasową może by zwołać!!! Leo Benhaker nie publikował tylu oświadczeń co osoby związane i zainteresowane Naszą Lokalną Wystawą Odrzuconych. Znany Fotograf zaprzeczył, jakoby wytykał paluchem, porzegał i bratał się z reżimem! NIe było moim zamiarem, w żadnym stopniu i w ogóle nie! Łza mi się w oku prawie zakręciła.. prawie bo….. następny akapit to….

kolejne oświadczenie!!!!! – Ojaca Założyciela – który wybacza i prosi o wybaczenie!!

Doprawdy z niecierpliwoscią czekam na kolejne.

Jak zakończyć ten felietonik? Dowcipnie, może głupkowato… może zagrzmieć mentorskim tonem wołając o pomstę do nieba? Zakończe go jednak swoim własnym zdaniem na temat całej sprawy.

Przy okazji niewiele znaczącej wystawy nikomu nie znanych i zupełnie nie znaczących młodych ludzi światło dzienne ujrzała prawda, będąca od dawna tajemnicą poliszynela. W moim mieście,  jak w filmowych Wilkowyjach – wszystko co dzieje się za publiczne pieniądze, kontroowane jest i cenzurowane w sposób bezwzględny, sięgający ku najmroczniejszym czasom reżimu. Przerażająca jest też bezwładność i zależność WSZYSTKICH miejskich mediów od Ratusza i  osób sprawujących władzę.

Cała reszta – żenua. Załamka. Ale Ojciec Założyciel ma rację – dobrze jest pogadać. Dlatego dobrze, żeby Galeria Pełna Fotografii Trwała. Znany Fotografie! – trzeba brać odpowiedzialność za własne słowa, szczególnie, kiedy wypowiada się je przed kamerami, bo jak mawia BOA666 – co zobaczone to zobaczone – a co powiedziane – powiedziane. I żadne oświadczenia tego nie zmienią.

pozdrawiam

Jacek


Agnieszka B.

Saturday morning. No haidresser, no make-up, no light – just single strobe. Natural look.

 


Gosia i Jacek na czarno i biało

Przez ostatnie 30 lat – czyli od czasu, kiedy w kościele pw Bożego Ciała we Wrocławiu poszedłem pierwszy raz do komunii, nie byłem tak często na mszy jak w ostatnich kilku tygodniach. Zdażało mi się oczywiście, przy okazji ślubów, które fotografowałem, ale obfitość ostatnich kilku tygodni kwalifikuje mnie co najmniej do kupna telefonu od Ojca Dyrektora, że nie wspomnę o małym, tranzystorowym radyjku, z jedną, jedynie słuszną częstotliwością.

Ad rem. Jacek i Gosia. Gosia i Jacek. Bardzo sympatyczna para. Bardzo sympatyczne ślub i wesele.


Porażka…

Weekend to jedna, wielka porażka fotograficzna. Nie zrobiłem nic z tego, co zaplanowałem. Zamiast fotografować siedzę i słucham Torda Gustavsena.


Ostatnie wspólne…

Zrobiłem te fotografię w kwietniu, w wielkanoc 2009 roku, w Dworzysku. Kiedy tak staliśmy uśmiechnięci i rozbawieni do głowy mi nie przyszło, że to ostatnie takie zdjęcie w tym miejscu i ostatnia fotografia ludzi w tym składzie. W jakiż przedziwny sposób życie potoczyło się od tamtego czasu. A dziś… dziś przyszła bardzo zła wiadomość… Fotografujmy się. Fotografujmy się uśmiechnięci i weseli. Bo tylko to po nas zostaje.

 


Fregata

Przez 3 dni fotografowałiśmy Fregatę w Zagórzu… i powiem tak… to była naprawdę ciężka praca. To miejsce ma jednak w sobie coś niezwykłego… nie powiem „magicznego”, bo magiczny to może być kapelusz Pana Tau, ale coś, dla czego chce się tam wracać.

Zupełnie inną historią jest jakuzzi… na świeżym powietrzu, na skale, nad jeziorem, z widokiem na tame. Kto nie doświadczył gorącej kąpieli przy pełni księżyca, ze zmrożaną wódeczką w zasięgu ręki, ten… no co…?? powinien spróbować, nie? 🙂 do czego namawiam, bo naprawdę warto…


Oświecony

Tomek – widać, że coś mu zaświtało… żeby tylko z tego jakiś kłopotów nie było.. hehehe


Karuzela

Prawdą oczywistą, której nie trzeba wcale na nowo odkrywać, że posiadanie dziecka w wieku berka kucanego ma jedną niewątpliwą zaletę – pod pozorem pilnowania szkodnika można uczestniczyć we wszystkich niemal rozrywkach, w których uczestniczyć by się chciało, a nie z racji wieku nie zawsze wypada.. Klocki, zabawa w chowanego, karuzela. Czy jestem dużym dzieckiem??? Kurcze – no jasne!!!


Asia i Igor


Dni Wałbrzycha – Zakopower

Zakopower umknął mojej uwadze… znaczy nie tak, żebym nie wiedział cóż zacz. Ot – nie poświęcałem mu jakoś zbytniej uwagi. Traktowałem tę kapele trochę jak kolejny odłam pseudo góralskiej pop kultury, „Golcizny”, jeśli można tak rzec. Ot takie krupówkowe granie pod „warszawkę”. Zdecydopwanie wolałem Trebunie-Tutki czy DePress.

Pierwszy raz na dłużej skupiłem na nich uwagę w zeszłym roku, przy okazji festiwalu opolskiego, a raczej wielkiej obsuwy TVP na tym festiwalu. Nie tyle ich muzyka mnie zainteresowała, co zachowanie Sebastiana Karpiela-Bułecki, który z wdziękiem godnym górala, w sposób niezbyt nawet zawoalowany, powiedział organizatorom tej farsy, żeby go pocałowali w dupę. Jeśli nie pamiętacie o co poszło – tu możecie poczytać.

Zakopower w jakiś sposób skumał się z Pospieszalskimi. Nie to, żeby mnie to zdziwiło – Pospieszalscy wydają się być w każdym niemal rozsądnym projekcie muzycznym w tym kraju, co biorąc pod uwagę mnogość rodziny P. zupełnie nie powinno dziwić. A że skumanie z Pospieszalskimi prędzej czy później skutkuje bardzo rzetelnym graniem – powstała Salomanga. Salomanga jest genialna, ale Omniris Casuso Toledo, która robi tam chórki,  kładzie mnie na łopatki. Do tego Mateo na saksofonie.. ech.

Koncert Zakopowera miał być jedną z niewątpliwych atrakcji rozpoczętych wczoraj Dni Wałbrzycha. Choć nazwa „Dni Wałbrzycha” od kilku lat co raz bardziej wydaje mi się być przesadzoną. Bo jakie to dni Wałbrzycha, kiedy publiczność skłąda się w zdecydowanej większości z pijanych (nie podchmielonych, nie wypitych i nie „po piwie”! – tylko PIJANYCH, zataczających się i rzygających sobie pod nogi) nastolatek oraz kryjącej się po kątach, zbierającej się w grupach po 5, policji. W pewnym momencie miałem wrażenie, że jestem na długiej przerwie na boisku gimnazjalnym.

Koncert atrakcją miał być. Może i był – w końcu jaki target – takie granie. Zespół przyjechał w składzie okrojonym, chłopaki grali jakoś tak…. jakby byli po 12 godzinach jazdy z drugiego końca Polski… i pewnie byli. Nie było Kubanki, nie było Pospieszalskich. Było… zwyczajnie. Festynowo. Ot takie granie do kotleta… czy raczej do kiełbasy z grilla.

Pierwszy raz od niepamiętnych czasów Dni Wałbrzycha nie otwierał, błyskając białym zębem spod czernionego wąsa, prezydent miasta. Czyżby bał się spojrzeć w oczy ludziom, którym zaserwował w środku miasta, 100 m od kuchni, pokoików dziecięcych i sypialni – składowisko azbestu i odpadów niebezpiecznych…?  Zamiast niego impreze otwierał Artur Wylandowski – następny as wałbrzyskiego magistratu – autor konkursu na maskotkę miasta skierowanego do… młodzieży szkół podstawowych i gimnazjów… – nie wierzycie?? – to przeczytajcie.. W jakim mieście ja zyję????