Monthly Archives: Kwiecień 2009

Dobre, bo polskie.. :)

No i co tu, kurza twarz, gadać…?  Siadać na rower i w las – kto wie, może którąś z nich będziemy mieli szczęście spotkać na trasie 🙂 Że w kaskach wszyscy podobni? Na pewno poznacie po uśmiechu 🙂  Od lewej – Maja Włoszczowska i Anna Szafraniec.


Krwawy Feliks

W cieniu topoli, z tyłu pałacu, stoi „Krwawy Feliks”. Zdjął binokle i patrzy, mrużąc oczy, na skąpany w słońcu ogród, wypatrując Włodzimierza Iliicza… Czy aby nie nadchodzi. Czeka cierpliwie. Wczoraj wieczorem prosił Lenina o spotkanie… a Krwawemu Feliksowi nikt nie odmawia. Nawet Lenin.

Dziś już mało kto wie, kim był, mało kto pamięta, że jego imieniem nazywano maista, fabryki, parki, place, szkoły, ulice i, gdyby nie okoliczności zrozumiałe – pewnie nawet toalety dworcowe byłyby pod jego patronatem. Jednym skinieniem ręki odbierał życie, jednym zmarszczeniem brwi unicestwiał całe wioski. Za dobroduszną twarzą wujaszki Iwana krył się jeden z największych potworów XX wieku, Wielki Inwizytor Związku Radzieckiego – Feliks Dzierżyński. To już jeden z ostatnich, ocalałych pomników wielkich Tamtego Świata… Piękny. Monumentalny. Dziś już takich się nie robi.


Siggy Davis

Kilka dni temu, wieczorem, padło pytanie – „Co my tu, ku….a, robimy, kiedy cała „bohema” wałbrzyska bawi sie na koncercie TSA?” Okoliczności, w jakich mi je zadano, były mocno wieśniackie, bo karaokowe, więc i pytanie jakby na miejscu. No i co niby robiłem? Bawiłem się. Wieśniacko?.. Może i tak. TSA widziałem 15 lat temu, 10 lat temu, 5 lat temu, 3 lata temu, rok temu i 4 miesiące temu. Żeby się nachlać, słuchając podstarzałych rockmanów, grających od lat to samo, nie musze płacić 4 dych za wjazd do plugawej knajpy na koncert, który, można powiedzieć, znam na pamięć na starcie. Mam swoje lata i mogę się bez żalu zewsić.

Co robiła dziś cała wałbrzyska „bohema”, kiedy w Szczawnie Siggy Davis wyrywała ludzi z krzeseł? Rokendrolowcy pierdzieli w stołki, wysłuchując jęczeń żon, zmywając naczynia albo odwalając w domu to, czego nie zdążyli zrobić w pracy. A Siggy zaśpiawała tak, że zjeżyły mi się włosy na karku. Gdybym nie siedział, to klęknąłbym. Była porywająca, była energetyczna. Tribute to women of jazz… Tribute to Billy Hollyday, Ella Fitzgerald, Aretta Frenklin… she wore black, and was black – jazz is black.. and black is jazz.


4xcross

Generalnie zasada jest taka – czterech pomyleńców żegna się z rodzinami, staje na górce i na znak-sygnał napina w dół, bez klamek, na złamanie karku. Wygrywa ten, kto: 1. Przeżyje, 2. Pierwszy dojedzie do mety. Dokładnie w takiej kolejności. Czasem któryś skręci sobie kark, ale siłą rozpędu dolatuje do mety przed pozostałym, którzy a. połamali nogi, b. połamali ręce, c. połamali wszystko. Pierwszego miejsca pośmiertnie nie przyznaje się. Generalnie nuda i dłużyzna.


Pod obstrzałem

Koledzy fotoreporterzy postanowili sobie wzajemnie pstryknąć pamiątkowe fotografie. Wiosenną sielankę na łonie przyrody popsuła Maja Włoszczowska, bezceremonialnie wpakowując się między gruchające gołąbeczki… 🙂


Fotocast: Ale jaja, czyli wielkanoc w Dworzysku


Gosia


wypalanie


Frank Parker jr project – JAZZ INSIDE

Koncert był bardzo. Bardzo pod każdym względem. Bardzo czarno-biały, jak czarna bluzka Kasi Mirowskiej odsłaniająca alabastrowe ramiona, czarny jak Frank Parker, biały jak nastrojowa kołysanka Wojciecha Klilara, którą Kasia zaśpiewała tak, że mi włosy na karku stanęły dęba… To jeden z tych koncertów, które zakrzywiają czas przestrzeń pozostawiając nienaruszoną… i mrugnąwszy jedynie okiem zdajesz sobie sprawę, że nagle nadszedł koniec…

 


kiedy nagle wyskoczył mi paw – czyli mam fajnego ptaka