Monthly Archives: Luty 2009

Chłopaki z Trójmiasta

Zaczynam odnosić wrażenie, że co drugi foto-blog w polskim internecie prowadzi koleś albo babeczka z Trójmiasta. W Gdańsku byłem raz w życiu, w czasach szkoły średniej, spałem w jakimś zapyziałym schronisku młodzieżowym, którego już pewnie dawno nie ma i w zasadzie nie pamiętam wiele więcej poza starówką i dworcem PKP.

Starając się śledzić to, co robią ludzie, których fotki podobają mi się, lub którzy te foty komentują, zaczynam poznawać Gdańsk i okolice jak nie przymierzając Wrocław albo Pragę. I co z tego? Gówno, można powiedzieć poza tym, że fajnie zerknąć na ten sam kawałek świata oczyma kilku zupełnie inaczej patrzących ludzi.

Z ubolewaniem przyznam, że poza małymi wyjątkami nasi lokalni pasjonaci fotografii – a jest ich kilku w tym smutnym jak pipa mieście – wszystko co wypstrykają podtykają sobie pod dupę i pierdzą w to chyba, albo oglądają pod stołem jak licealista pornusa i broń cię panie boże – nikomu z poza swojego kółka wzajemnej adoracji fotografii nie pokażą. Mnóstwo lepszych i gorszych fotografii umiera zakopanych na twardych dyskach oddzielonych od świata firewallami, antywirusami, zaporami, hasłami i dla większej pewności – przeciętym kablem telefonicznym.

Szacun dla dla ekipy z wybrzeża. Nic, tylko pozazdrościć.


50 000 wizyt

To już pięćdziesiąt tysięcy razy odwiedziliście mojego bloga. W ciągu dwóch i pół roki istnienia zostawiliście ponad 300 komentarzy. Dziękuję wszystkim Wam za uwagi, te pochlebne i te krtyczne. Pozdrawiam i zapraszam na kolejne pięćdziesiąt tysięcy!


Willa księżnej Daisy von Pless

W tej willi, w centrum Wałbrzycha, 29 czerwca 1943 roku o godz. 19,30 zmarła Księżna Maria Teresa Oliwia Hochberg von Pless, znana jako Księżna Daisy. Wysiedlona z zamku Książ przez Niemców, nigdy nie pogodzona z przemocą i nazizmem, zmarła samotnie daleko od cywilizowanego świata. Jako przyczynę zgonu podano zatrzymanie krążenia. Do niedawna nie była znana dokładna data śmierci księżnej. Udało się jednak odnaleźć w archiwach wałbrzyskiego kościoła ewangelicko-augsburskiego autentyczny akt zgonu księżnej.

Pochodziła ze znanej rodziny Cornwallis-West. Najstarsza córka pułkownika Williama Cornwallis-Westa i Marii Adelajdy Virginii Eupatorii z domu FitzPatrick. Była blisko związana z dworem króla Edwarda VII i Jerzego V. Jej brat Jerzy był ojczymem Winstona Churchilla. Uważana za jedną z najpiękniejszych kobiet swojej epoki.

8 grudnia 1891 r. poślubiła majętnego księcia pszczyńskiego Hansa Heinricha XV Hochberga. Ślub odbył się w londyńskim Opactwie Westminsterskim, a świadkiem był Edward, ks. Walii.

Małżeństwo Daisy i księcia von Pless przetrwało tylko do 1923 roku (ponoć do rozwodu przyczyniła się plotka o jej związku z cesarzem Wilhelmem II). Książę ponownie ożenił się z młodą arystokratką hiszpańską Klotyldą Silva y Candanamo.

Już podczas I wojny światowej Daisy pomagała rannym żołnierzom w szpitalu polowym, pomagała żołnierzom niezależnie po której stronie walczyli. Słała apele do rządów o ludzkie traktowanie jeńców wojennych. Pracowała w pociągach sanitarnych na frontach serbskim, francuskim i austriackim. Fakt ten, jak i jej angielskie pochodzenie sprawiły, że próbowano zakazać jej działalności charytatywnej.

Według relacji córki stajennego Hochbergów, Daisy pierwotnie pochowano w mauzoleum rodzinnym znajdującym się w parku zamkowym. Po splądrowaniu grobowca przez żołnierzy Armii Czerwonej (trumnę księżnej rozłupano), służący postanowili przenieść jej szczątki w bezpieczniejsze miejsce.

Księżna początkowo spoczęła w parku, niedaleko mauzoleum, jednak świeży grób na tyle zwracał uwagę czerwonoarmistów, że ostatecznie, pod osłoną nocy, przeniesiono zwłoki na parafialny cmentarz ewangelicki w Szczawienku (Nieder Salzbrunn).

W latach osiemdziesiątych XXw. podzielił on losy wielu innych niemieckich nekropolii z terenu Dolnego Śląska: został zrównany z ziemią, bez przeniesienia znajdujących się na nim szczątków, a później wybudowano tam osiedle domów jednorodzinnych. Przez kilkadziesiąt lat miejsce pochówku księżnej utrzymywano w ścisłej tajemnicy. Sekret został ujawniony dopiero niedawno, za zgodą wnuka Daisy, księcia Bolka Hochberga von Pless.


Wałbrzych, okolice Rynku, sobota, ok godz. 15

Bez komentarza…


Bachory RULEZ – czyli żłobek na Naszej-klasie

Stale uczestnicząc w życiu portalowym zaczynam dostrzegać kolejny trend – ZGADNIJ, CZYM RÓŻNIĄ SIĘ FOTOGRAFIE MOJEGO NIEMOWLAKA. Niepełnosprawni umysłowo rodzice, (oszołomieni porodem albo co??) wkładają po 84 zdjęcia swoich nowo, najczęściej, urodzonych dzieci – z babcia, z dziadkiem, z wujkiem, na kanapie, w łóżeczku, pod łóżeczkiem, obesrane bądź uśmiechnięte… wszystkie identyczne, wszystkie tak samo paskudne – jak to niemowlaki. I po kiego grzyba, ja się pytam? Niemowlak na pierwszym zdjęciu jest dokładnie taki sam jak na setnym…

Czasem z ciekawością zaglądam na profile osób, których nie widziałem od lat, zerkam do galerii – i rzygać mi się chce po obejrzeniu sześćdziesiątej szóstej fotografii szkodnika owiniętego w kocyk w różnych konfiguracjach. Paranoja jakaś. Przebijam się przez 10 stron podobnych do siebie stron – żeby na końcu znaleźć jedną osoby właściwej, zrobioną najczęściej telefonem komórkowym, niemożliwą do odcyfrowania, na której fotografowany występuje najczęściej w charakterze małej, czarnej kropki na tle czegoś.

Człowieku! Rodzicu. To ty jesteś moim znajomym a nie twoje dziecko. Jakbym chciał oglądać 123 zdjęcia dzieciaka to zostałbym przedszkolanką. Nie interesuje mnie to, jak się twoja latorośl bawi na opnce, biega po trawce czy cokolwiek innego. Raz na jakiś czas – ok, ale nie setki zdjęć. Weź to pod rozwagę publikując kolejne dziesiątki podobizm swojego dziecka.

Kiedyś pisałem już o kolekcjonowaniu znajomych na portalu nasza Klasa. Że nie ważne, czy się kogoś znało, lubiło, czy też widziało się go raz w życiu – zapraszało się go do grona znajomych. Zawieszało się ich jak na ścianie z podpisem MÓJ ZNAJOMY. Odcinałem się zdecydowanie od tego i odrzucałem czy tez w ogóle nie przyjmowałem zaproszeń od osób których nie znam, nie pamiętam, nie chcę pamiętać albo zwyczajnie mnie wkur….ją. Teraz rozwija się kolejny debilny zwyczaj.


Andrzejówka – Bieg Gwarków 2009

dodane dziś wieczorem:

– RUF?  Co to jest RUF Jasiu?
To są dwa byki w jednym rowie, panie psorze!.. hehhehe

Brawo dla firmy przygotowującej materiały promocyjno-organizacyjne… I brawo dla OSiR-u za Ministra Sportu i Turystyki Rzeczpospolitej POLSKIE – i za rok 2008 w roku 2009! To tak trendy, z warsiawska!

Hasło dnia: Tniemy koszty za wszelką cenę!!!

—————————————————–

Jak jest zima to musi być zimno. Że niby taka tradycja. To co, na chińskiego boga, miały znaczyć wczorajsze 10 stopni i piękna słoneczna pogoda? Zwariować można.  Że nie miałem w tym roku grypy zawdzięczam chyba tylko temu, że się przeciw niej w życiu nie zaszczepiłem. Wczoraj była wiosna, słoneczko, pierwsze hormony budziły się do życia… a dziś znów środek zimy – śnieg, zawieja i zawierucha.

Nieopodal schroniska dzieci ulepiły bałwana. Potem rzucały w niego kamieniami.

Poza tym w Andrzejówce biegali narciarze. I dobrze. Ktoś musi biegać, bo jakby wszyscu usiedli na tyłku, to świat stanąłby w miejscu. Bieg był niby jubileuszowy – XXX, choć kalendarzowo XXXI, bo w zeszłym roku ktoś przytomny w niebie uchronił nas od nadmiaru śniegu i biegać to się dało, ale po trawie. Ech… byle do wiosny!

 


Guliwer

jak ciężko żyć wśród małych ludzi
Którzy sięgają do obcasa
Aż chce się zdeptać (nie pobrudzić)
I nie pamiętać pięknych zasad.
Jak ciężko widzieć w miniaturce
Własne ambicje i słabości
Chcąc nie chcąc przeżywając w służbie
Jego Maleńkiej Wysokości.