Monthly Archives: Styczeń 2009

Ruck Zuck czyli galopem przez Śląsk

 

Trzy ostatnie dni spędziłem głównie na fotografowaniu wnętrz sklepów z panelami, drzwiami i tego typu akcesoriami, należących do niemieckiej (chyba???) sieci Ruck Zuck.

Samo fotografowanie nie odbiegało specjalnie od normy, przedmiot fotografowany nie był ani specjalnie spektakularny, ani błyskotliwy – postanowiłem napisać o okolicznościach około przyrodniczych związanych z tym zleceniem.

Ponieważ sklepy znajdowały się w sporej odległości od siebie, zrobiłem prawie 1000 km jeżdżąc miedzy Górnym a Dolnym Śląskiem. Pierwsze co pomyślałem zaczynając pisać – to, że nie chciałbym w życiu być zawodowym kierowcą, czy też przedstawicielem handlowym. W „Opowieściach o pilocie Pirxie”, w opowiadaniu pt. Patrol, Stanisław Lem bardzo obrazowo opisuje to, co można robić przed lustrem spędzając wiele godzin zamkniętym samotnie w małej sterowni statku patrolowego. To samo można powiedzieć o kierowcy, który siedzi sam w samochodzie przez 8 godzin dziennie. Zaczynam rozumieć kolesi w gajerach za 3 tysiaki dłubiących w nosie na skrzyżowaniach, wyciągających z nich długie gile i przyglądającym się im z zainteresowaniem. To chyba najnormalniejsze z zachowań, jakie można u nich zaobserwować.

Tym samym zdebileniem można chyba wytłumaczyć by zjawisko autostradowych wyścigów ciężarówek. Jedna jedzie 90 km/h, druga 90,5 km/h – i zaczyna się wyprzedzanie… i przez 30 km oba pasy są zajęte przez opętanych tirowców. Każdemu wydaje się, że jest jakimś pieprzonym kierowcą rajdowym – najmniej Hołkiem – że o aspiracjach na Kubicę nie wspomnę. A za nimi sznurek pozostałych użytkowników autostrady, czekających, aż jeden debil łaskawie odpuści drugiemu.

I na koniec. W moim rankingu buraczanych kierowców zdecydowany prym wiedli kierowcy z Warszawy. Do dziś. W porównaniu z kierowcami z Gliwic – zostają daleko w tyle. Gdyby zebrać wszystkie samochody w Gliwicach i wrzucić do nich granat – byłaby największa sałatka z buraków w dziejach.

Fotografie wykonanie na zlecenie firmy 2BUSINESS CONSULTING GROUP Sp. z o.o.


Argientina-jamajka 5:0

W radio usłyszałem Leningrad. W telewizji też. I wszycy mówią o koncercie Leningrad. A ja przypominam sobie Krym.

Była grąca, lipcowa noc, kied to czując narastającą, nieznośną lekkość bytu, stałem oparty o murek w czarnomorskim kurorcie Ałuszta, hen daleko za Dnieprem szerokim jak morze i stepami akermańskimi. Za plecami szumiało morze, w głowie szumiało piwo, paprykówka na miodzie od Nemiroffa i Maskowskoje Igristoje – prawdziwe, nie to za 9,50zł rozlewane w Legnicy. Kapsel z kolejnej butelki „Obolona” głucho klapnął i szerokim łukiem poleciał w powietrze. Nadmorski deptak tętnił życiem.

Trzech ubranych do pasa.. moze od pasa – zależy z której strony patrzeć – gentelmenów – pogrywało na rozstrojonych gitarach i jednym bębenku ukraińskie przeboje. A był to czas, kiedy na listy przebojów szturmem wdzierały sę laseczki z Tatoo i kawałek Nas nie dogoniat’ grany był nawet przez toster. A ja tam usłyszałem piosenkę, która zapadła mi w pamięć równie mocno jak drużyna siatkarek z małego ukraińskiego klubu, spotkana przygodnie na plaży.

Wtedy zrozumiałem, że rosyski to nie tylko język Puszkina, Okudżawy i Wysockiego. Że ukraina to nie tylko smętne, choć piękne dumki. Ukraińskie reagge powaliło mnie poczuciem humoru, swobodą i lekkością, melodyką polotem. 
„Kakaja bol’!, kakaja boll’! Argientina – Jamajka – piat’-nol!”

 [youtube=http://www.youtube.com/watch?v=AR1t1mJgzFs&color1=0xb1b1b1&color2=0xcfcfcf&feature=player_embedded&fs=1]

 

Сегодня солнце зашло за тyчи,
Сегодня волны бьют так больно,
Я видел как yмиpала надежда Ямайки – Моя дyша плачет…

Зачем ты стyчишь в мои баpабаны,
Зачем ты танцyешь под мои баpабаны,
Зачем ты поешь мою песню – Мне и так больно…

Какая боль, какая боль
Аpгентина – Ямайка 5:0
Какая боль, какая боль
Аpгентина – Ямайка 5:0

Я вижy над собой синее небо,
Такие белые облака на голyбом,
Как бело-голyбые флаги Аpгентины – Я закpываю глаза..

Я вижy зеленые леса Ямайки,
Я вижy ее золотые пляжи,
Я вижy ее пpекpасных женщин – Их лица печальны…

Hаши женщины пpощают нам нашy слабость,
Hаши женщины пpощают нам наши слезы,
Они пpощают всемy миpy смех и веселье – Даже Аpгентине…

Так танцyй же танцyй под мои баpабаны,
Так пой же пой со мной мою песню,
Сенсемильи хватит на всех – Пока звyчит pегги…


skoki czyli jak Kasia rekord pobijała

 


Konno dookoła Wałbrzycha, czyli Na Wierchu

Tak naprawdę nikt nie wie jak to miejsce się nazywa. Na szczycie pagórka stoi potrącony przez rydwan czasu słupek triangulacyjny. Wzgórze Wierchem nazwali koniarze, kórzy upodobali sobie je ze względu na łatwy dojazd, przepiękny widok na Chełmiec i Trójgarb. Ze szczytu można podziwiać panoramę całego Pogórza Wałbrzyskiego. Nie prowadzi na nie żadna oznakowana ścieżka turystyczna. Trafić tam można przekraczając stary nasyp kolejowy i wspinając się dalej na zachód. (479 m n.p.m.)