Monthly Archives: Styczeń 2008

Praski poranek – dla tych, którzy nie byli choć być powinni…

Zobacz galerię

Miejski poranek, pusty przystanek
za chwilę zabrzmi tu gwar…
koty się gonią, butelki dzwonią,
mleko przywieźli juz…

za chwilę szpetnie ciszę rozetnie
tramwajów łomot i trzask
Na razie mgiełka – watka, perełka,
puchaty miejski brzask….

Praga najpiękniejsza jest o świcie. Warto zwlec się z łóżka o 3 rano, żeby dojechać tam o wschodzie słońca. Słyszeć pokrzykiwania kelnerów rozstawiających stoliki w ulicznych kafejkach, otwierane, skrzypiące żaluzje sklepowe, przekupki rozstawiające kramy z tandetnymi pamiątkami. Tylko bladym świtem rybacy wypływają na pachnącą mułem Wełtawę, nie pociętą jeszcze śrubami statków wycieczkowych, wijących się jak gigantyczne węże morskie pod miejskimi mostami.

Styczniowa Praga żyje w zwolnionym tempie. Patrząc pod nogi można zobaczyć bruk i ulicę, a nie stopy milionowego potoku turystów, płynącego nieprzerwanie od lata do jesieni. Gorący grog na Malej Stranie, szybka bułka z kiełbaską lub kotletem z kurczaka kupiona w ulicznej budce na Vaclawiaku… Zimą Praga przestaje być kosmopolityczna… jest po prostu praska.


Moje wałbrzyskie paranoje…

W moim mieście nie da się nudzić. Co rusz zaskakiwany jestem perełkami wyciskającymi łzy z oczu. Nie wiem tylko, czy to śmiech przez łzy, czy też płacz nad losami tego miasta… Nie dalej jak kilka dni temu przeczytałem na jednym z miejskich portali, że oczyszczenie budynku Biblioteki pod Atlantami, zasranego przez wszędobylskie gołębie, nie jest możliwe bez zgody konserwatora zabytków. No to ja się pytam, dlaczego taka zgoda nie jest potrzebna, kiedy sklepikarze, handlowcy i inni popaprańcy wieszają zasyfiałe, badziewne tablice reklamowe na świeżo odremontowanych, osiemnasto- i dziewiętnastowiecznych kamienicach? Czy na to nie potrzeba zgody konserwatora zabytków? Ale w zasadzie i dobrze. Czysta kamienica w tonie gówna wyglądałaby cokolwiek niestosownie. Niechże więc te Atlanty zostaną sobie już takie obesrane, to nie trzeba będzie martwić się szyldami, szyldzikami i tabliczkami wywieszanymi w Rynku.

Wszystko to było wczoraj. I myślałem, że tej paranoicznej sytuacji już długo nic nie zdoła przebić. Ha! Jak powiedział Robert de Niro w „Dziewczynie Gangstera” (org. Mad Dog – ksywka głównego bohatera w filmie. Kolejne debilne tłumaczenie typu Dirty Dancing – Wirujący seks) – „Nie mów hop póki zły pies nie zaszczeka!” No i zaszczekał.

Na stronie miłościwie panującego nam Urzędu Miasta, Biuro Promocji ogłasza konkurs na maskotkę miasta. Teoretycznie nie ma w tym nic dziwnego… czy jednak na pewno?

Jako się rzekło, konkurs dotyczy maskotki miasta. Przedmiotu promującego Wałbrzych. Będącego jego symbolem. Medialnego przedstawiciela ponad 100 tys mieszkańców. Dobra agencja promocyjna (z naciskiem na „dobra”, a nie lokalna) przeprowadziłaby pewnie jakies badania, oszacowała nośność medialną takiego produktu. Mądrzy ludzie posiedzieliby, pogłówkowali, zrobili dziwne hokus pokus dla zwiększenia efektu, wymyślili… i skasowali pewnie jakieś kilkadziesiąt tysięcy złotych.

O nie…. Nie przesadzać z wydatkami. Budżet mamy napięty jak barania kiszka. Sprawę można przecież opędzić po kosztach. Pracownicy głowkowali, główkowali i …. Trach! wygłówkowali. Ogłosimy konkurs i załatwimy sprawę psim swędem! Pomysł godzien pochwały, realizacja… zresztą zobaczmy:

Konkurs na maskotkę Wałbrzycha adresowany jest:

  • nie do absolwentów uczelni plastycznych, artystów plastyków, projektantów, freelancerów, architektów, grafików, rzeźbiarzy;

  • nie do agencji reklamowych wdrażających podobne projekty z większym lub mniejszym powodzeniem.

Konkurs adresowany jest do „dzieci i młodzieży wałbrzyskich szkół podstawowych, gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych”. BRAWO! Grupa wykonawcza dokładnie na poziomie estetyki pracowników magistratu.  

Za wygranie konkursu przysługuje niewątpliwie nagroda. Sprawdźmy, jakie nagrody przewidziane są dla laureatów podobnych konkursów? Sięgam go googli – i co widzę:

  • Logo Tarnowa – 6 tysiaków pierwsza nagroda, 1000 zł druga.

  • Logo Urzędu Patentowego – 8 tysiaków

  • Centrum Kultury Zamek we Wrocławiu – taki nasz WOK, tyle że na skalę dzielnicy, a nie miasta – słabiej – 1000 zł.

W Wałbrzychu zwycięski szczeniak otrzyma w nagrodę KAMERĘ! A my, Wałbrzyszanie, po genialnym logo Wałbrzych – Adidas, dostaniemy kolejny gniot niewiadomego przeznaczenia, pod którym chcąc – nie chcąc, będziemy musieli się podpisać.


Józek z bagien

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=cV2NpPqIHnw&rel=0&color1=0xd6d6d6&color2=0xf0f0f0&border=0]
Czechów lubie. Kupię kiedyś dom po czeskiej stronie granicy, gdzieś koło Teplic czy Adrszpachu. Chciałbym potrafić tak jak oni zdystansować się od otaczającej mnie rzeczywistości, pędzący czas puścić bokiem, samemu żyjąc o pół kroku wolniej. Kilka dni temu zostałem nawet posądzony o niecne podpuszczanie, stwierdziwszy, że nie przeszkadza mi pragmatyzm historyczny Czechów. Ale nie przeszkadza mi. Poza tym tylko Czech mógł pomyśleć, że  szczęścia nie kupisz nawet za milion, za to wystarczy szafa grająca…

Štěstí nekoupíš za milión,
a přece ti na dosah leží,
když máš v chalupě orchestrión,
přeslechneš hrát i hodiny na věži…


Wielka Orkiestra Świątecznego Picia

Zobacz galerię (1,7 Mb)

Tysiąc nachlanych trzynastolatków. Drugi tysiąc trzeźwych. Kilkunastu pełnoletnich meneli (też nachlanych) i troche pełnoletnich widzów – być może fanów Comy – być może tylko przypadkowych gapiów. Taki bilans jawi mi się po zakończeniu imprezy towarzyszącej któremuśtam finałowi Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W zasadzie uczestniczyłem tylko w finałowym koncercie, ale przedsmak (sic! – co za językowy zbieg okoliczności) imprezy poczułem idąc, minąwszy na jednej z ulic prowadzących do Rynku wymiotującą dziewuszkę i rozbawionych jej niedyspozycją kolegów i koleżanki, zagłuszających odgłosy torsji okrzykami „Kurwa – Aśka – idziesz???!!!”

Barwna ta scena nasunęła mi myśl o służbach porządkowych. Na myśli jedynie się skończyło, ponieważ służby porządkowe nie zaszczyciły swoją obecnością Rynku podczas imprezy. I słusznie. Po co pchać się, gdzie cię nie chcą? W końcu policja musi dbać o swój wizerunek, a nie ma nic bardziej żenującego niż widok policjanta w przydużym mundurze stojącego naprzeciw kilkusetosobowego tłumu pijanych nastolatków skandujących CH.W.D.P. Nic takiego na szczęście się nie zdarzyło. Policji nie było, nie było pretekstu, żeby dać ujście emocjom i, co nie bez znaczenia, można było spokojnie pociągnąć browara lub dwa. Niezależnie od wieku.

Koncert był fajny. Comę usłyszałem pierwszy raz kilka lat temu u Kuby Wojewódzkiego, a płyta „Pierwsze wyjście z mroku” na stałe zagościła w samochodzie i domowej płytotece. Co prawda po koncercie mój kolega Tomasz upierał się przy natychmiastowym wysłaniu akustyka Comy do laryngologa (z podejrzeniem poważnej wady słuchu), mi sie jednak podobało.

Na koniec organizatorzy zafundowali nam bardzo rzetelną dawkę huku i iluminacji pt „światełko do nieba”. Świateło warte kilka ładych tysiączków strzelało, eksplodowało, grzmiało i błyskało przez dobre pięć minut. Naprawdę szacuneczek dla WOK-u za te fajerwerki.


Tygodnik Wałbrzyski – Kalendarz 2008

Zobacz wszystkie fotografie (2,6 Mb)

Redakcja Tygodnika Wałbrzyskiego wydała, jak co rok, kalendarz. Tym razem zamieszczono komplet 12 moich fotografii miasta. Część fotografii starszych, część całkiem świeżych, jeszcze pachnących. Zebrałem to wszystko do kupy i chyba dość już mam cukierkowych fotek tego smutnego jak pipa miasta. Niech w końcu spadnie śnieg!!